Zakupy to wielka sztuka

with Brak komentarzy

Przede wszystkim zakupy spożywcze. Na każdym kroku trzeba bardzo uważać. Wiele produktów, które kupujemy, w ogóle nie są tymi, które chcemy kupić.

Niedawno nie zdążyłam kupić mojego ulubionego chleba razowego w pobliskim sklepie. Uznałam, że to nie jest wielki problem, ponieważ popołudniu i tak będę robiła zakupy w supermarkecie, więc tam kupię pieczywo. Wybrałam rodzaj i poprosiłam dziecko o włożenie produktu do koszyka. W ten sposób popełniłam dwa błędy:

1. nie sprawdziłam składu chleba

2. nie wzięłam go do ręki

Jestem bardo świadomą konsumentką, zawsze sprawdzam co kupuję. Czytam skład produktów, wybieram to, co jest najmniej przetworzone. Jednak duży opis i wygląd zewnętrzny chleba nie zostawiał wątpliwości – kupuję chleb razowy. Kiedy w domu wzięłam go do ręki, od razu wiedziałam, że nie kupiłam tego, co chciałam. Chleb był lekki, miękki i puszysty. Przeczytałam skład i znalazłam tam między innymi mąkę pszenną, mąkę razową i mąkę sojową. A ciemny kolor zawdzięczał karmelowi. Nienawidzę takich oszustw. W tym przypadku chleb powinien nazywać się „mieszany”, a nie razowy. Chleb wyglądał tak:

chleb

Był tak miękki, że się rozpadał. Strasznie się tym faktem zdenerwowałam.

Następnego dnia poprosiłam kogoś, aby kupił mi śmietanę 18%. Dostałam… mix czegoś z czymś o nazwie, która miała udawać śmietanę.

swietna-gospodyniW zasadzie się nie dziwię. Nasz mózg „czyta” tylko początek i koniec słowa, a resztę uzupełnia tym, co pamięta. Tu słowo „śmietana” zastąpiono słowem „świetna” i mix różnego rodzaju tłuszczów roślinnych z dodatkami sprzedaje się jako dużo droższa śmietana. Ja to przeczytałam. Osoba, która zrobiła zakup, po zwróceniu uwagi – również zorientowała się na czym oszustwo polega. Ale ile jest osób nieświadomych? Ile osób kupuje „mix kanapkowy” z przekonaniem, że to serek topiony?

A przy okazji serka topionego, są producenci, którzy poszli dalej. Znalazłam niedawno na półce sklepu małe niebieskie coś. Miało to kształt niewielkiej kiełbaski i nazywało się „SERdelek do smarowania”. Ani to ser, ani to serdelek, ani nawet połączenie tych rzeczy. Był to pseudo serek topiony zmiksowany z tłuszczami roślinnymi. Ale najważniejsze, że miał dużą, białą nazwę „SER” pięknie wyeksponowaną na niebieskim tle. Osoby niedowidzące mogły ją przeczytać bez problemu.

Denerwuje mnie to tak samo jak używanie słów „fit”, „light” i „0%” bez opamiętania na wszystkim. Wszystko tylko po to, żeby „złowić” nieświadomego konsumenta. Jednym z ciekawszych przykładów, które znalazłam na sklepowej półce jest olej roślinny z napisem „bez cholesterolu”. Oczywiście, nieświadomy konsument o podwyższonym poziomie cholesterolu sięgnie właśnie po ten olej. Świadomy konsument wie, że olej roślinny nie ma prawa zawierać cholesterolu, bo ten zawarty jest tylko w tłuszczach pochodzenia zwierzęcego…

Takich przykładów jest mnóstwo. Jeśli chcecie coś dodać do mojej listy, to zapraszam do komentowania:

 

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.