Włosy – intensywna regeneracja

with Brak komentarzy

Jak już pisałam wcześniej, moje włosy wymagały bardzo intensywnej regeneracji. Wypróbowałam wiele sposobów, specyfików i innych cudów, tylko po to, żeby móc z cała pewnością stwierdzić – NIE WIERZ REKLAMOM. Żaden szampon, ani odżywka, choćby nie wiem jak znanej marki, ani nie wiem jak droga, nie odbuduje i nie „naprawi” zniszczonych włosów już od pierwszego użycia. To jest nierealne. Odbudowa włosów, tak jak odchudzanie, musi trochę potrwać. Inaczej nie będzie skuteczna. Jeśli masz problem z włosami, zapamiętaj jedno – intensywna kuracja zapewni pierwsze efekty dopiero po około miesiącu. Jak dobrze pójdzie. Wiem to na podstawie doświadczeń znajomych. Moje własne, osobiste, bolesne doświadczenie mówi – trzy miesiące.

Druga sprawa, to wybór kuracji.
Osobiście nie polecam szamponów czy cudownych odżywek z drogerii. Nauczyłam się, że im lepszy szampon, tym mniej ma składników. dodatkowo stoi na niższej półce i ma niższą cenę. Osobiście preferuję nasze polskie marki – Ziaja, Joanna, ale mogą być jeszcze tańsze i jeszcze lepsze. Z wielu bardzo mądrych źródeł (poradników, artykułów) wyczytałam, że dobry szampon to taki, który jest przejrzysty. Jakikolwiek kolor (biały, różowy czy inny nieprzejrzysty) od razu powinien dyskwalifikować szampon, jeśli zależy nam na włosach. Nie pamiętam dlaczego. Ma to  związek z jakimś związkiem chemicznym, a ja nigdy nie mogłam ich ogarnąć. Podobno ta sama zasada dotyczy mydła. Ale to inny temat.

Możecie wybrać dobrą, ale drogą kurację farmaceutyczną, która polega na zakupie w aptece magicznych kapsułek i wcieraniu ich zawartości we włosy. Kiedyś rozmawiałam z farmaceutką, obejrzałam dokładnie takie cudo i doszłyśmy do wniosku, że to nic innego jak oleje. Dlatego ja zdecydowałam się na o wiele tańszą, ale bardziej czasochłonną kurację olejową. Różnica polegała na wygodzie i cenie. Zamiast kupować 10 kapsułek za ponad 100 zł, kupiłam olejek rycynowy (ten sam, który działa przeczyszczająco) i co 3 dni sama przygotowywałam miksturę, wcierałam ją we włosy, zakładałam czapkę i po 2-3 godzinach myłam włosy. Po miesiącu miałam dość i przeszłam na tryb tygodniowy. A mikstura była bardzo prosta. Do szklanej miseczki wlewałam łyżeczkę (czasem nawet było to za dużo) olejku rycynowego, łyżeczkę wysokiej jakości oliwy z oliwek lub oleju tłoczonego na zimno, jedno żółtko i w zależności od tego czym akurat dysponowałam – albo łyżeczkę miodu, masła, albo mleka, albo żywych drożdży, albo oliwki dla dzieci, kilka kropel soku z cytryny, albo piwa, albo wszystkiego na raz, lub grupami w dowolnej kombinacji. Całość podgrzewałam do około 35-38 stopni Celsjusza. Nie więcej, żeby nie pozabijać flawonoidów, ale też nie mniej, żeby wszystkie składniki się połączyły. Na początku korzystałam z termometru, ale po kilku miksturach nauczyłam się oceniać temperaturę „na palec” i zawsze udawało mi się osiągnąć idealną. Często polecano mi też olej kokosowy, ale jakoś do dziś nie zdążyłam go kupić.

Taką mieszankę olejowo – jajeczną wcierałam zawsze w skórę głowy, trochę w końcówki, a całą długość włosów zbierałam na wysmarowanej głowie i zakładałam czapkę. Specjalnie zrobioną na tę okazję, z wszytym czepkiem prysznicowym pod spód. Wiele osób, które bało się zacząć taką kurację tłumaczyło, że olej się ciężko zmywa, a miód jest wręcz koszmarem. Ale to nie prawda. Zarówno olej jak i miód zmywa się bardzo łatwo, nawet najtańszym szamponem.

Dodatkowo wspierałam się drożdżami. Na początku ambitnie postanowiłam wypijać żywe drożdże rozpuszczone w mleku lub wodzie, ale do dziś, na samo wspomnienie tego eksperymentu, robi mi się niedobrze. Na szczęście farmaceutka poleciła mi drożdże piwne w tabletkach. Dzięki temu, niewielkim kosztem (około 12 zł za 2,5 miesiąca terapii) udało mi się uniknąć wypijania tego ohydztwa. Dodatkowo tabletki drożdżowe miały bardzo ciekawe skutki uboczne: wzmocnione, szybkorosnące paznokcie i idealna cera.

Wiem, że opisana przeze mnie kuracja jest pracochłonna i wymaga poświęcenia. Ale za to gwarantuję, że efekt będzie oszałamiający. znam osobiście przypadek, kiedy taka kuracja zlikwidowała spore już zakola.

W tej chwili już nie potrzebuję tak intensywnej kuracji. Jednak za każdym razem, kiedy myję włosy, na dłoń do szamponu dolewam kropelkę olejku rycynowego. Mieszankę wcieram w skórę głowy. Włosy się od tego nie przetłuszczają, ale ładnie i szybko rosną, co obserwuję na grzywce.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.