Wiosna, wiosna, ach to ty!!!

with Brak komentarzy

Nareszcie przyszła! Długo kazała na siebie czekać, ale w końcu jest! Zielona, pachnąca wiosna!!!

W końcu pozrzucałyśmy płaszcze i kożuchy. Zaczęłyśmy odsłaniać więcej ciała. Ale w niektórych przypadkach okazało się, że tego ciała jest dużo więcej niż byśmy chciały. Okazało się, że z wiosennych spódnic czy ulubionych biodrówek nagle zaczęło wypływać sadełko. Spokojnie, tylko nie panikujmy. Da się to opanować, byle tylko podejść do tematu rozsądnie.

Przede wszystkim nie oczekujmy rezultatu natychmiast. Zima trwała długo, sadełko się zbierało przez kilkanaście tygodni, dajmy więc sobie czas. Wiosenne odchudzanie to kilka tygodni wytężonej pracy. Ale opłacalnej.

Jeśli przez głowę przeleciała Ci myśl w stylu „dukan”, „głodówka”, „dieta monoskładniowa”, to od razu zabij tę myśl w zarodku. Te diety przynoszą więcej szkód niż pożytku. Sieją spustoszenie w organizmie. Warto zająć się odchudzaniem nieco inaczej.

Przede wszystkim dieta. Wiem, że jesteśmy na tzw. przednówku i ciężko o świeże owoce. Na naszych stołach nadal powinny królować jabłka, najlepiej nasze, polskie, dobrze przechowane przez zimę. Do tego kiszonki. Często zapominamy, że na przykład kapusta kiszona ma ogromne ilości antyoksydantów i właściwości odchudzające. Nie dość, że chudniemy, to jeszcze robimy się coraz młodsze, piękniejsze i zdrowsze! Do diety można powoli dokładać nowalijki. Jednak uważajcie – jeśli chcecie kupić sałatę z Włoch (taką ostatnio spotkałam w sklepie), to lepiej kupić kapustę z Polski. No bo czym musiała być pryskana, żeby tak delikatna przetrwała taką podróż? Poza tym warto obciąć zawartość talerza o około 10-15%. Jeśli macie z tym problem, możecie zastosować trik, który ja zawsze stosuję kiedy chcę zrzucić nieco sadełka. Zamieniam talerze. Śniadania i kolacje jem na talerzykach , które normalnie pełnią funkcję podstawka pod filiżankę, obiad jem na talerzyku śniadaniowym, ciężkie zupy w salaterce, a lekkich nie ograniczam. W ten sposób wysyłam do mózgu informację: talerz jest pełen, najesz się do syta. To dziwne, ale naprawdę działa. Przetestowałam nieraz, sprawdziłam na sobie i z czystym sumieniem mogę polecić jako sprawdzony sposób.

Poza dietą ważny jest oczywiście ruch. Nie musisz się od razu zapisywać na siłownię. Wystarczy, że zaczniesz więcej spacerować. Zastanów się, czy możesz chodzić do pracy pieszo? Ja mam do pokonania trasę około półtora kilometra. Tramwajem zajmuje mi to pięć minut, a spacerkiem około dwadzieścia. Wolę jednak dołożyć dwa razy dziennie po te piętnaście minut, ponieważ z domu i tak wychodzę o podobnej porze, dużo wcześniej w pracy nie muszę być, bo się nie przebieram, a wolę rozruszać mięśnie i kości spacerem niż czekać na przystanku. Oczywiście oprócz tego warto w domu ćwiczyć te piętnaście minut. Do tego wiosna sprzyja spacerom. Można odkurzyć rower, albo wyjść z kijkami w trasę. Możecie też umówić się z koleżankami i porzucać frisbee, pograć w badmintona czy dwa ognie. Przyznaj – kiedy ostatnio robiłaś jedną z tych rzeczy? Może warto zaszaleć i zrobić coś dla siebie? A przy okazji poznać swoje koleżanki z zupełnie innej strony i zaprzyjaźnić się na nowo?

Korzystajmy z wiosny. Tak długo na nią czekałyśmy, a ona tak szybko przemija. Warto wyjść z zimowego marazmu i zadbać o siebie – zacząć lepiej się odżywiać, więcej się ruszać. Dzięki temu poczujemy się lepiej, a przy okazji zrzucimy trochę sadełka. Jak dla mnie ta perspektywa jest bardzo obiecująca!

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.