Jak się widzisz, tak się czujesz

with 5 komentarzy

Jesienią ubiegłego roku rozmawiałam z kilkunastoma fantastycznymi kobietami, które niedawno zostały po raz drugi mamą. W zdecydowanej większości (chyba poza dwoma) rozmowy odbywały się na Skype.

Pamiętam doskonale, kiedy się umawiałam na te rozmowy – to były naprawdę różne godziny. Albo wcześnie rano, albo późnym wieczorem. Ale część tych super mam pytała mnie, czy wybaczę, kiedy mi się pokażą nieogarnięte, bez makijażu, w „zwykłych” strojach. Oczywiście, że wybaczyłam. W końcu nie ocenia się książki po okładce. A wygląd nie ma wpływu na kompetencje macierzyńskie.

Ale…

My, kobiety, mamy wrodzone poczucie piękna. Wygląd jest dla nas bardzo ważny. Często wygląd determinuje nasze samopoczucie. Im lepiej wyglądamy, tym czujemy się pewniej, lepiej i… silniej.

Nawet jeśli uważasz, że u Ciebie jest inaczej, że wizerunek jest mało istotny, zrób eksperyment. Załóż na siebie to, co masz najlepsze i wyjdź z domu. Zwróć uwagę na to jak się czujesz. Jak zmienia się nawet Twój krok.

To poczucie piękna jest w nas tak silnie zakorzenione, że okazujemy je na każdym kroku. Ja, na przykład, jako mama chłopców, miałam ogromny problem, żeby podczas rozmów mówić ich językiem. Mimo, że mam świadomość, że wychowuję małych mężczyzn, to nadal zdarza mi się mówić do nich o „ładnym” zachowaniu. Albo „brzydkim”. Zamiast o „odważnym”, „zdecydowanym” czy jeszcze innym, które jest dla nich ważne.

Jeśli czytasz mojego bloga regularnie, to wiesz, że całkowicie zgadzam się z tezą Johna i Stasi Eldredge, która mówi, że kiedy Bóg stworzył człowieka, podzielił wszystko co miał na dwie części. Siłę, odwagę i podobne kompetencje wlał w serce mężczyzny. A piękno, wrażliwość, delikatność i podobne – w serce kobiety.

Nie oznacza to, że kobiety nie potrafią być silne, a mężczyźni wrażliwi. Wręcz przeciwnie. Po szczegóły zdecydowanie odsyłam Cię do książki „Urzekająca” (lektura obowiązkowa dla wszystkich kobiet bez względu na wiek i wyznanie) i „Dzikie Serce”, które możesz przeczytać sama i podsunąć mężowi.

Takie jesteśmy. Jeszcze jako nastolatki, czy bardzo młode kobiety bardzo dbamy o swój wygląd. To jest czas poszukiwań partnera. Tego jedynego. W jakiś sposób trzeba przyciągnąć jego uwagę. Oczywiście, że nie wygląd jest najważniejszy. Ale jeśli chcesz zwrócić na siebie uwagę faceta, to raczej nie podejdziesz do niego i nie zaczniesz objaśniać fizyki kwantowej. Ani intencji Szekspira. Dobrze wiesz, że płeć przeciwna w 95% składa się z wzrokowców. Pozostałe 5% nosi zwykle ciemne okulary i białą laskę.

Kiedy już ten właściwy jest wybrany, wszystko układa się idealnie, macie o czym rozmawiać, wchodzicie na wyższy poziom zaawansowania związku. Pojawia się dziecko.

Zazwyczaj jest tak, że przy pierwszym dziecku chcemy być superwoman. Wszystko musi być idealne, zrobione samodzielnie i same przy tym musimy być fantastyczne. A zatem szybko zrzucamy zbędne kilogramy i znów wyglądamy OK.

Ale kiedy pojawia się drugie dziecko, już tak dobrze nie jest. Po raz kolejny zmienia się gospodarka hormonalna organizmu. Nie czarujmy się – z wiekiem też zmienia się metabolizm. O wiele trudniej jest wrócić do wagi sprzed ciąży. Z każdym kolejnym porodem jest jeszcze gorzej. Nie twierdzę, że się nie da. Ale jest trudno.

Poza tym żadna kobieta już nie ma siły na udawanie superwoman. Dwoje dzieci w różnym wieku ma różne potrzeby. Pomimo, że pojawia się tylko jedno dziecko więcej, w jakiś magiczny sposób ilość prania zwiększa się czterokrotnie. Ilość posiłków także. Zwłaszcza, kiedy starsze dziecko jeszcze nie je wszystkiego, a młodsze wchodzi w okres „papkowy”.

Zanim wszystko się poukłada, potrzeby dzieci są najważniejsze. A kobieta? No cóż – wskakuje w dres, bo jest wygodny. Jak się poplami papką z marchewki, to nic. Trudno. Ma nadal poczucie estetyki, więc wypierze ten dres. A potem znów. I znów.

A jak się rozciągnie, to trudno – wyciągnie z dna szafy następny.

A kiedy znów zacznie ładnie wyglądać?

„Jak schudnę”

„Jak dzieci się usamodzielnią”

„Jak będę miała czas zadbać o siebie”

To są dokładne odpowiedzi kobiet, z którymi rozmawiałam. Niektóre brzmiały trochę inaczej, ale wszystkie dało się tak właśnie zaklasyfikować.

Ale utrzymywanie takiego stanu zaniedbania dłuższą metę sprawia wiele problemów.

Po pierwsze –

utrwalane są złe nawyki zaniedbywania siebie i swoich potrzeb

Po drugie –

kiepski wygląd wywołuje negatywne emocje. A sfrustrowana mama nie da rady wychować szczęśliwych dzieci.

Po trzecie –

nie oszukujmy się. Nasi panowie, ci jedyni i wybrani nadal zostają wzrokowcami. Sama dobrze wiesz, co to oznacza.

Dlatego proponuję Ci takie ćwiczenie:

1. Wyrzuć wszystko z szafy. Nawet to, co masz na samym dnie.

wyrzucone ubrania z szafy - foto by Irys

Posegreguj ubrania na takie, które mogą zostać, w których dobrze wyglądasz i dobrze się czujesz. Pamiętaj, że nie każdy ciuch sprzed ciąży będzie się nadawał do noszenia po ciąży. Nawet jeśli jest to drugie czy trzecie dziecko, to ciało także się zmienia.

A już szczególnie nie będzie pasowała bielizna. Nawet jeśli jest od Heidi Klum i kosztowała kilka stów. Pozbądź się jej jak najszybciej, żeby Cię nie drażniła.

2. Oddaj wszystkie ubrania, które już Ci nie pasują.

Oddaj do Caritas, albo daj ogłoszenie, że masz do oddania ciuchy w określonym rozmiarze. Chyba każda większa miejscowość ma swoją grupę facebookową typu „oddam/sprzedam”, albo na której ludzie z większymi problemami finansowymi szukają wsparcia.

Ty pozbędziesz się zbędnych ciuchów. Przy okazji nie będziesz się denerwować za każdym razem jak otworzysz szafę („może to jeszcze założę”, „muszę schudnąć, bo tyle ciuchów na mnie nie pasuje” – znasz to? Ja tak). A jako bonus – pomożesz komuś w potrzebie.

3. Przejrzyj dokładnie co Ci zostało, a czego nie masz, a bardzo byś chciała.

Ja na przykład bardzo zatęskniłam za sukienkami, w których wscześniej lubiłam chodzić. Teraz to one zajmują ¾ szafy. Ale jeśli Ty lepiej się czujesz w spodniach, to OK. Pomyśl czego Ci brak.

Kiedyś zaprzyjaźniona stylistka zaproponowała mi takie rozwiązanie:

„Wyjmij z szafy to, co w niej zostało, zrób temu zdjęcie telefonem i za każdym razem wybierając coś w sklepie sprawdzaj, co już masz. Dzięki temu kupisz to, czego brakuje i jednocześnie będzie pasowało do reszty.”

4. Wybierz się na zakupy!!!

Tak, to jest coś, co lubimy najbardziej.

Zaplanuj sobie taki dzień. Dzieci zostaw z tatą, albo, jeśli możesz, to z babcią. Nawet jeśli mąż miałby na ten dzień wziąć urlop – przekonaj go, że to ważne zarówno dla Ciebie jak i dla niego. Jestem pewna, że znajdziesz na to sposób. Ty zajmiesz się sobą, a on lepiej zrozumie czym zajmujesz się cały dzień.

Daj sobie czas i wybieraj rzeczy ładne.

I co najważniejsze – w swoim rozmiarze.

Ja na przykład, kiedy robiłam zakupy świeżo po porodzie, wybierałam rzeczy ładne i tanie. Dzięki temu, kiedy przypadkowo oblałam się fioletem (używałam go jeszcze przy pierwszym dziecku), nie było mi żal niczego wyrzucać.

wyrzucam zużyte ubrania - foto by Irys

Przy kolejnych dzieciach już fioletu nie było, ale za to zostały inne pułapki. Jednak cena tych ubrań dawała mi możliwość bezstresowego pozbywania się ich.

Jeśli taki system Ci nie odpowiada – możesz skorzystać z rozwiązania stosowanego przez nasze babcie i kupić sobie najładniejszy fartuszek jaki znajdziesz. I zakładać go wtedy, kiedy spodziewasz się największych problemów.

5. Dbaj o siebie.

Pamiętaj, że jeśli wychowujesz córkę, jesteś dla niej pierwszym wzorem kobiecości. Zastanów się jaką siebie chcesz jej pokazać. Zadbaną i szczęśliwą, czy zaniedbaną i sfrustrowaną?

jeśli wychowujesz syna… jesteś dla niego pierwszym wzorem kobiecości. Tak już jest.

 

Dobry wygląd gwarantuje nam lepsze samopoczucie i silniejsze poczucie własnej wartości. I naprawdę warto o niego dbać.

A jeśli nie wierzysz, że zamiłowanie do ładnego wyglądu, a przede wszystkim – do butów – kształtuje się w nas od urodzenia, to spójrz:

Anielka przymierza buty - foto by Irys

 

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.