Z kim przestajesz, takim się stajesz – nawet jeśli jesteś mamą małego dziecka

with 15 komentarzy

Pamiętam to powiedzenie jeszcze z dzieciństwa. Często słyszałam „z kim przestajesz, takim się stajesz”. Wtedy nie zwracałam na nie większej uwagi.

Kiedy troszkę już dorosłam, uznałam, że coś w tym jest. Dlatego szukałam sobie koleżanek wśród tych „najfajniejszych”. Widziałam, że przebywając w ich towarzystwie, mam możliwość stać się podobna.

z kim przestajesz takim sie stajesz

Na studiach już znów przestałam się przejmować starym porzekadłem. Jednak nadal zachowywałam się tak, jakby było prawdziwe. Wszystko zależało od tego, co akurat było mi potrzebne.

Chciałam zaszaleć – koleżankowałam się z imprezowiczkami. Potrzebowałam skupienia przed sesją – moimi najlepszymi koleżankami były te z pierwszych rzędów sal wykładowych.

Ale prawda jest taka, że wówczas nie zastanawiałam się nad tym kompletnie. Robiłam to intuicyjnie, a może nawykowo. Dopiero kiedy zaczęłam się dziś zastanawiać nad tym konkretnym artykułem, przypomniałam sobie jak było w rzeczywistości.

Potem przyszedł czas, kiedy dokładnie to powiedzenie „z kim przestajesz takim się stajesz” brzęczało w mojej głowie tym irytującym dźwiękiem, który potrafi doprowadzić do szału. Wiesz, jak mucha, albo komar, który brzęczy ci nad uchem, kiedy ty akurat zasypiasz. A w związku z tym, że jest ciemno, nie możesz go trafić. Ty chcesz spać, a on brzęczy niemiłosiernie…

Ten czas był dla mnie bardzo trudny. I wcale nie chodzi mi o pracę. Pierwszą, drugą, korporacyjną… Nastał czas, kiedy zostałam sama w domu z małym dzieckiem. Naszym pierwszym synem. I tu niespodzianka – nie chodzi o okres jego niemowlęctwa, ale czas, kiedy miał około 3 lat. Opiekowałam się nim praktycznie sama, ponieważ mój mąż wtedy pracował od rana do nocy. Czasem pomagała mi mama, ale ona mieszkała wtedy daleko, więc przyjeżdżała raz na jakiś czas. Teściowie pracowali zawodowo. Kiedy ich poprosiłam o opiekę nad dzieckiem, bo musiałam coś załatwić zupełnie sama (na przykład wizytę u ginekologa), to nie było problemu. Ale nie mogłam i nie chciałam tego nadużywać. I, pomimo że bardzo kochałam synaświadomie zdecydowałam się na taką sytuację, zaczęłam mieć problemy.

W tym czasie właśnie sama stwierdziłam, że zaczynam wariować. Ciągle w uszach mi brzęczało „z kim przestajesz, takim się stajesz”. Uznałam, że dziecinnieję. Przestaję myśleć na swoim poziomie, a zaczynam postrzegać świat jak trzylatek.

Oczywiście – takie patrzenie na świat ma swoje zalety. Ale nie w tym momencie. Nie w czasie, kiedy czułam się strasznie osamotniona, wycofana i… czułam, że zamiast się rozwijać – cofam się.

Miałam ogromny żal. Do kogo? Nie wiem.

Poczułam, że doszłam do ściany i już jest koniec. Nie mogę nic więcej zrobić.

sciana1

Wtedy zaczęłam zastanawiać się jak wyjść z tej sytuacji.

Najprostsze rozwiązanie, jakie przyszło mi do głowy to takie, żeby zacząć częściej spotykać się z innymi dorosłymi. Proste, prawda?

Odpowiedź na pytanie – „skąd wziąć tych dorosłych?”, okazała się równie prosta. W końcu mieszkałam wtedy w centrum dużego miasta. Znałam miejsca, w których spotykają się mamy oddając dzieci na godzinę, czy dwie, pod opiekę animatorom. Dzieci były pod opieką, świetnie się bawiły, a mamy miały czas na kawę i pogaduchy. Wcześniej przecież korzystałam z takich miejsc. Jednak tym razem postanowiłam korzystać więcej i częściej. Chciałam nawiązać głębsze relacje. Potrzebowałam tego.

Zaczęłam wdrażać swój plan w życie. Ale… życie szybko go zweryfikowało. Inne mamy, które spotykałam, z którymi rozmawiałam, nie do końca były mi w stanie pomóc. Z bardzo prostej przyczyny. Same, w większości, były w bardzo podobnej sytuacji. Stawało więc na tym, że albo nawzajem opowiadałyśmy sobie, która ma gorzej, albo rozmawiałyśmy o dzieciach – o chorobach, szczepieniach, drogich zabawkach… A przecież nie o to chodziło. To nie tak miało być. Potrzebowałam dorosłych, którzy pozwolili by mi się rozwijać i znów znaleźć sens w tym co robię.

Znów byłam w punkcie wyjścia.

Wtedy pomyślałam o kolejnej grupie dorosłych, których już znałam. Z którymi pracowałam wcześniej. W tym czasie odnowiłam kilka kontaktów z byłej pracy. Czasem udawało mi się wieczorem wyjść na jakieś spotkanie. Ale czasem jedyną możliwością spotkania był telefon. Potem Skype.

Jednak to już wystarczało. Rozmawiałam z innymi dorosłymi o innych sprawach. Na początku przyniosło mi to ulgę. I jakiś rodzaj spokoju. Pomyślałam wtedy, że jeszcze nie jest ze mną tak źle. Że mój świat wcale nie jest zamknięty i są ludzie, z którymi mogę się spotykać.

Tak było do czasu, kiedy zaczęli namawiać mnie na powrót do korposzczurowni. Tego nie chciałam. Ale już wiedziałam, że znów mogę nawiązywać wartościowe relacje. Dlatego zaczęłam szukać dalej.

W tym czasie już inaczej postrzegałam świat. Nadal zajmowałam się synem w domu, ale miałam świadomość tego, że kiedy poczuję zmęczenie albo osamotnienie, mam odskocznię w postaci innych dorosłych.

W tym czasie też wymyśliłam sobie, że najlepsze relacje budują chyba systemy MLM. W związku z tym zapisałam się do kilku. Nie po to, by zarabiać miliony, ponieważ wiedziałam, że ten model biznesowy nie jest dla mnie. Ale właśnie dla relacji.

Mój syn często mi towarzyszył w różnych tego typu spotkaniach czy eventach. Dla niego to także było nowe, trochę rozwojowe doświadczenie.

I znów życie zweryfikowało moje poglądy. Okazało się, że wiele z tych firm, wcale nie opiera się na relacjach, tylko panują tam zasady zbliżone do korposzczurowni. Zamiast wzajemnej pomocy i współpracy opartej na dobrych relacjach, był wyścig z czasem i z wynikami kolegów.

Odpuściłam MLM. Ale już wtedy zaczęłam pisać pierwszego bloga. Choć na początku nie traktowałam go jako sposobu na spotkania z innymi dorosłymi. Pierwszy był bardzo oficjalny i bardzo, ale to bardzo anonimowy. Dopiero potem uczyłam się coraz bardziej spuszczać z tonu i coraz bardziej pokazywać siebie. Taką, jaka jestem na codzień.

I właśnie wtedy zaczęłam nawiązywać najlepsze relacje. Zaczęło się od komentarzy, potem jakieś wymiany maili… aż w końcu spotkania. I bardzo fajne znajomości.

I znów powiedzenie „z kim przestajesz takim się stajesz” nabrało pozytywnego wydźwięku. Bo spotykałam się z osobami, z którymi wiele mnie łączyło. Z którymi mogę porozmawiać na wszystkie interesujące mnie tematy.

Takie kontakty utrzymuję do dziś. Są one bardzo wartościowe i są odskocznią od bieżących problemów.

Dziś mam troje dzieci. Najstarszy syn chodzi do szkoły, ale dwoje młodszych dzieci jest ze mną przez 24h. Opiekuję się nimi, ale nie czuję frustracji takiej, jak sześć lat temu. Kocham moje dzieci i daję im swój czas. Ale trochę też rezerwuję go tylko dla siebie, męża, no i dla znajomych.

Przeprowadziliśmy się na wieś. Mój mąż już nie pracuje tak jak kiedyś. Zazwyczaj około 16:30, max 17:00 jest w domu. Spędzamy ze sobą więcej czasu i nasze rozmowy nie ograniczają się do krótkiej wymiany informacji o tym co wydarzyło się w ciągu dnia.

Zdecydowanie jest inaczej. I, pomimo że mieszkam na wsi i terytorialnie jestem ograniczona, to nie ogranicza mnie nic jeśli chodzi o nawiązywanie ciekawych znajomości. Wykorzystuję do tego potężne narzędzie, jakim jest internet.

ludzie sa wszedzie

Mam koleżanki i w swojej okolicy i bardzo, bardzo daleko ode mnie, z którymi spotykam się mniej lub bardziej regularnie. Zajmują się różną działalnością. Z niektórymi rozmawiam o dzieciach, z innymi o polityce, ekonomii, o życiu… Czasem obgadujemy mężów lub teściów. Spotykamy się i wirtualnie, i realnie, choć to już zdecydowanie rzadziej.

Należę też do grupy mastermind, w której spotykamy się co tydzień. Tam, zaprzyjaźnione blogerki wspierają mnie w moich działaniach zawodowych. A kiedy mam dołek – wyciągają mnie z niego, choćby za uszy. Tam też bez skrępowania mogę mówić o swoich blogowych marzeniach i celach. I za to bardzo Wam, dziewczyny, dziękuję.

Człowiek, mimo dokonanej w ostatnim czasie rewolucji, jest zwierzęciem stadnym. I potrzebuje kontaktu z innymi, dorosłymi, ludźmi. Nawet jeśli jest mamą małego dziecka i świadomie decyduje się na wychowywanie go w domu.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.