Najlepszy prezent na Dzień Dziecka – wspólny czas

with 10 komentarzy

Co roku, z coraz większym przerażeniem obserwuję zakupowy szał związany z Dniem Dziecka. Rodzice potrafią wydać fortunę na zabawki, konsole… w zależności od wieku i płci potomstwa.

Na wielu blogach czytam jakie są topowe zabawki i najlepsze prezenty na ten właśnie dzień. O gazetkach reklamowych wszystkich sieci handlowych, czy reklamach w telewizji już nie wspomnę.

Dziś na przykład stojąc w kolejce po szary papier (fantastyczny wynalazek, dzięki któremu nasz stolik w salonie nie jest porysowany do granic możliwości)

porysowany stolik

usłyszałam od jednego taty, że w końcu „Dzień Dziecka jest raz do roku i dzieciom należy się prezent wynagradzający to, że rodzice pracują”.

Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale chyba się coś, gdzieś, komuś poplątało.

Chociaż przyznaję, że może i sama kupowałabym na dziś tonę słodyczy i drogie zabawki, gdyby nie doświadczenie w przedszkolu, do którego chodził najstarszy syn.

Przedszkole było niepubliczne, im. Aniołów Stróżów. Pani dyrektor wprowadziła tam zwyczaj, że na to właśnie święto zawsze rodzice przygotowują niespodziankę dla dzieci. A ponieważ większość rodziców pracowała, to świętowanie odbywało się popołudniu – rodzice z dziećmi. Co roku niespodzianka była inna i całkowicie zorganizowana przez rodziców. No więc jak był pokaz mody dla dziewczynek i mecz piłki nożnej dla chłopców, to rodzice zorganizowali ubrania, dodatki i wybieg, a także publiczność i sesje fotograficzne dla młodych modelek. To rodzice zorganizowali medale i boisko dla młodych piłkarzy.

A kiedy niespodzianką było przedstawienie o królewnie śnieżce, to grali w nim tylko rodzice. W wypożyczonych lub specjalnie uszytych strojach. Ze specjalnie zrobionymi dekoracjami teatralnymi i najprawdziwszymi biletami do teatru dla dzieci też dali radę rodzice. W serwisie YouTube możecie obejrzeć całość i same ocenić wkład pracy rodziców.


Warto było.

Kiedy pytam mojego syna o wspomnienia z przedszkola, mówi, że najbardziej pamięta panią Monikę, panią Małgosię i to jak jego własna mama w takiej długiej sukni grała w przedstawieniu o królewnie śnieżce. I wyjazd pociągiem na lody (kiedyś całymi rodzinami wybraliśmy się na taką wycieczkę – wyjazd pociągiem osobowym na lody do podpoznańskiego Puszczykowa).

Pomimo, że uwielbiał to przedszkole, to zapamiętał najbardziej sytuacje, kiedy spędzaliśmy czas razem.

Od czasów przedszkolnych najstarszego syna, nie kupuję dzieciom prezentów na Dzień Dziecka. Dostają coś o wiele cenniejszego – wspólny czas.

Jaki to ma sens, skoro spędzam z nimi niemal 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu?

Bardzo duży.

Kiedyś myślałam, że skoro jestem z nimi, ale na przykład sprzątam, gotuję, czy robię cokolwiek innego, to się liczy jako wspólny czas.

Nieprawda.

Dla dzieci to się liczy jako „mama w pracy”.

Wspólny czas to ten, który SPĘDZAMY wspólnie. Grając w gry, bawiąc się, rozmawiając. Bez telewizji czy facebooka w tle. Bez miotły w ręku. Albo prania.

Taki czas każde z moich dzieci ma zarezerwowane w ciągu dnia. Ale dzisiejsze święto jest wyjątkowe, a to oznacza, że tego wspólnego czasu jest więcej i ze wszystkimi.

W praktyce

to dla nas znaczy na przykład piknik. Może być pod samym domem. Ale kilka ulubionych dań dzieci zjedzonych na kocu może być naprawdę wielkim wydarzeniem. Jeśli w dodatku przygotujemy zwykłą piłkę, żeby pograć w kolory, albo skakankę, żeby trochę się poruszać – popołudnie będzie niezapomniane. Oczywiście, jeśli bawić się będą wszyscy. Łącznie z mamą i tatą (jeśli jest taka możliwość). Bo obserwowanie zabawy dzieci z wygodnej pozycji na kocu się nie liczy.

Super prezentem może być wspólna przejażdżka pociągiem, jeśli dziecko zwykle podróżuje na tylnej kanapie auta. Zresztą – w innych przypadkach też. Nasz średni syn kocha pociągi.

Możecie pójść na lody, jeśli zwykle tego wspólnie nie robicie. Albo na spacer. Albo zrobić coś niezwykłego. Nie pamiętam już w jakiej książce, ale przeczytałam, że świetnym sposobem na wyjątkowy dzień jest zorganizowanie posiłku na świeżym powietrzu i świadome rozpoczęcie wojny na jedzenie. Po prostu zaraz po rozpoczęciu posiłku zaczynasz rzucać jego częściami w dzieci. Jeszcze nie próbowałam, ale mam w planie za rok przetestować.

Za to, już nie raz, pozwalałam taplać się w błocie. Sama się przyłączyłam do zabawy z nieukrywaną radością.

Wspólne gotowanie może też być wspaniałą przygodą. Niech to jedzenie nie wygląda idealnie, ale niech jest całkowicie zrobione przez dzieci.

tort upieczony i udekorowany przez dzieci

Co mi to da?

No tak – kupienie nowej lalki jest szybsze i mniej problemowe niż na przykład wspólne taplanie się w błocie. Bo potem trzeba wszystkich wyszorować od góry do dołu, prać, a o sprzątaniu łazienki po takiej akcji już nie wspomnę.

A lalkę czy nową grę dziecko dostaje ładnie zapakowane, a potem idzie do swojego pokoju, a rodzice mają święty spokój.

Ale to wcale nie tak.

Bo kiedy dzieci spędzają wspólny czas z rodzicami, to – tak samo jak rodzice – potrzebują odpoczynku.

Kiedy to do mnie dotarło, to było jak objawienie. Po każdym intensywnie wspólnym czasie dzieci potrzebują odpocząć od rodziców.

Dlatego na co dzień NAJPIERW się bawimy, a potem sprzątam, gotuję czy odpoczywam. Tak samo dziś – po intensywnym popołudniu, nie byłam dzieciom potrzebna. Po myciu od razu pozasypiały, co dało nam, rodzicom, całkowicie wolny wieczór.

Dlatego pomimo że spędzam z dziećmi całe dnie, uważam, że warto mi dawać im swój czas. Dzięki temu, paradoksalnie, mam więcej czasu dla siebie. A ten jest mi bardzo potrzebny.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.