Masz marzenie? Nie czekaj!

with 24 komentarze

Kilka tygodni temu rozmawiałam z fantastyczną kobietą, która pozwoliła mi na opowiedzenie jej historii, ale prosiła o zmianę imienia.

Nazwę ją zatem Anią.

Ania jako młoda dziewczyna miała różne marzenia. Chciała pomagać innym, mieć męża, rodzinę, no i najważniejsze – chciała nauczyć się tańczyć. Wszyscy zawsze jej mówili, że ma dryg do tańca. Ale szkolne potańcówki, czy później dyskoteki nie wystarczały. Ania chciała tańczyć jak gwiazdy w telewizji.

marzenie

Ania wybrała szkołę pielęgniarską. To było coś, co pomogło jej realizować potrzebę pomagania innym.

W tym czasie na jednej z potańcówek poznała Krzyśka. Zwrócili na siebie uwagę, bo byli zupełnie różni. Ona błyszczała na parkiecie, a on… przyszedł tylko dlatego że koledzy go niemal siłą wyciągnęli.

Poznali się bliżej i okazało się że mają ze sobą więcej wspólnego niż na początku było widać. Krzysiek od początku wiedział o miłości do tańca Ania, a Ania od początku wiedziała, że Krzysiek nie rozróżnia podstawowych gatunków muzycznych, a o poruszaniu się w rytmie w ogóle nie ma mowy.

Ale to nie stanowiło dla nich problemu. Pobrali się krótko po ukończeniu szkoły przez Anię.

Postanowili jakoś się w życiu urządzić, poczekać z dzieckiem. To był czas wielkich przemian w Polsce, więc mieli wielkie nadzieje. Chcieli zarabiać, wybudować dom, podróżować… Ania niezmiennie chciała tańczyć.

Krzysiek powtarzał wielokrotnie, że jeśli znajdzie zajęcia, na których nie będzie potrzebowała jego jako partnera, to może chodzić i się uczyć. Niejednokrotnie nawet proponował znalezienie indywidualnego instruktora tańca. Wiedział, że taniec jest wielką pasją jego ukochanej żony. Chciał, żeby tę pasję rozwijała.

marzenia o tancu

Ale Ania odkładała marzenie na potem. Pracowała na etat w szpitalu i jeszcze na pół w prywatnym gabinecie stomatologicznym. Pilnowała budowy domu, snuła plany o podróżach. Póki co, mieszkali kątem u rodziców i chcieli jak najszybciej się wyprowadzić. A prywatny trener tańca kosztowałby sporo, więc wolała maksymalnie oszczędzać. Zdecydowała się tylko na zakup magnetowidu. Zadowalała się kasetami VHS wymienianymi na lokalnym bazarku. Wybierała zagraniczne filmy, wśród których oczywiście prym wiodło Dirty Dancing. Często na noc pożyczała drugi magnetowid od koleżanki z pracy i przegrywała fragmenty filmów z piosenkami i układami tanecznymi. Dogadała się nawet z panem, który przyjeżdżał z VHSami na rynek, żeby załatwił jej jakąś muzykę. Była naprawdę szczęśliwa, kiedy specjalnie dla niej przywiózł dwie kasety teledysków z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pobiegła do domu, oglądała, uczyła się kroków i ćwiczyła bez przerwy. W pokoju o powierzchni 13 metrów kwadratowych, który był salonem, sypialnią i przechowywalnią wszystkiego, co już udało się kupić do nowego domu.

Ta sytuacja jednak już nie trwała długo. Ania zaszła w ciążę.

Oczywiście, chcieli mieć dziecko, ale jeszcze nie teraz.

Ale nie było tak źle. Dom już stał. Co prawda bez okien. I drzwi. I pusty w środku. Ale stał. Jedyna zmiana, jaką wprowadzili to to, że już nie budowali za gotówkę, tylko podjęli decyzję o kredycie. To nie była łatwa decyzja, bo wiązała ich na ładnych kilkanaście lat. Ale i tak nie było to trzydzieści lat – jak w przypadku ich znajomych, którzy kredytowali dom od samych fundamentów.

Kiedy ich ukochany syn przyszedł na świat, miał już swój własny, niebieski pokoik. Dom był wykończony.

Pierwsze pół roku życia syna Ania zbierała siły, uczyła się życia na nowo – w nowym domu, z dzieckiem.

Postanowiła, że nie wróci już do szpitala. Koleżanka załatwiła jej pracę w prywatnej przychodni. Stałe godziny pracy (tylko w dzień), dobre pieniądze – Ania była zachwycona. Babcia chętnie pomagała przy dziecku. Ania postanowiła że w końcu teraz zacznie swoją przygodę z tańcem na poważnie.

Zarobki Krzyśka wystarczały na spłatę wysokich rat kredytu i rachunki. Do tego jej pensja, która była naprawdę dobra, pozwalała im żyć na przyzwoitym poziomie i mogli jeszcze odłożyć kilka groszy. Już nie na podróże, bo dziecko za małe. Ale na naukę tańca.

Krzysiek nadal podtrzymywał swoje zdanie – chciał, żeby Ania się uczyła tańczyć, żeby ciągle doskonaliła swój warsztat.

Ania była zdecydowana. Na początku chciała wrócić do swoich ćwiczeń. Już nie potrzebowała pana z bazarku – mieli wypożyczalnię video niedaleko domu. Ale i tak nie miało to znaczenia, bo Ania w końcu miała MTV. Była przeszczęśliwa. Ale jednocześnie widziała, że jeszcze wiele, wiele musi się nauczyć.

Syn skończył pół roku, Ania wróciła do pracy. I do tańca w domu. W końcu miała wielki salon do ćwiczeń.

Po trzech dniach przestała ćwiczyć.

Syn zaczął ząbkować. Nieprzespane noce, płaczące i gorączkujące dziecko. Co z tego, że babcia mogła się nim zająć nawet 2-3 godziny po pracy Ani, skoro ta ten czas przesypiała, zamiast uczyć się tańczyć? W końcu kiedyś musiała spać – miała odpowiedzialną pracę i nie mogła popełniać błędów przez niewyspanie.

Potem jeszcze nauka chodzenia, po której Ania była kompletnie wyczerpana. Wprowadzanie nowych pokarmów, które kończyło się nocnymi wymiotami. Okazało się, że syn ma alergie na różne rzeczy.

Tak mijały kolejne miesiące. Ania powtarzała sobie „jak tylko się usamodzielni i pójdzie do przedszkola”.

Doczekała się – syn dostał się do przedszkola, kiedy miał cztery lata. Ale dokładnie w tym samym czasie jej prywatna przychodnia zbankrutowała. Ania musiała wrócić do szpitala.

Na szczęście miała trochę oszczędności. Mąż namówił ją, żeby już nie kombinowała sama, tylko od razu wykupiła półroczny karnet w pobliskiej szkole tańca. Miała opory, ale w końcu się zgodziła.

marzy o tancu

Ciężko jej było pogodzić lekcje z dyżurami, ale zacisnęła zęby i jakoś się zorganizowała. Pierwszy miesiąc pokazał jej jak wiele jeszcze musi się nauczyć, ale dowiedziała się też, że ma ogromny talent. Chodziła na zajęcia z radością.

W drugim miesiącu trochę już odpuściła. Bardzo jej było z tym źle, ale… syn zaczął łapać absolutnie wszystkie choroby. Mało chodził do przedszkola. Więcej czasu spędzali w poczekalni u pediatry. Ania miała opory żeby iść na zajęcia z tańca, kiedy w domu leżało dziecko z gorączką. Pod opieką taty i babci – ale jednak chore dziecko. Ania miała wyrzuty sumienia.

Tak minął trzeci, czwarty i piąty miesiąc. Więcej zajęć opuściła, niż wykorzystała. Oszczędności się rozchodziły.

Kiedy przyszedł czas na podjęcie decyzji o przedłużeniu karnetu, Ania wiedziała, że to nie ma sensu. Postanowiła poczekać aż będą mieli większe dochody. I aż dziecko przestanie chorować.

Odkładała tę decyzję kolejne dwa lata.

Syn poszedł do szkoły. Już tyle nie chorował.

Krzysiek wyjechał za granicę. Ania nie chciała – nie znała języka, nie chciała zostawiać domu, nie chciała zabierać dziecka w nieznane.

Dzięki pracy Krzyśka spłata kredytu poszła szybciej, pieniędzy było więcej. Ania nadal pracowała w szpitalu. Nie dla pieniędzy, ale dla emerytury i kontaktu z ludźmi. Syn chodził do szkoły.

Pomyślała, że może znów zacznie się uczyć tańczyć. Poszła do szkoły, w której przerwała naukę, ale tam w tej chwili był oddział jakiegoś banku.

Poszukała w książce telefonicznej. Szkoła przeniosła się na obrzeża miasta. Dla Ani to było za daleko. Traciłaby godzinę na dojazd w jedną stronę. Za dużo zmarnowanego czasu, który mogłaby spędzić z synem. W końcu zaczął wychowywać się bez ojca, więc Ania czuła się w obowiązku spędzać z nim więcej czasu.

Krzysiek wracał co 3-4 miesiące na tydzień i wyjeżdżał znów. Przysyłał coraz więcej pieniędzy. I ciągle namawiał Anię na naukę tańca.

Ania obiecała mu, że poszuka innej szkoły w okolicy. Powstawało ich coraz więcej, więc nie powinno być problemu.

Pewnego dnia, kiedy miała wolne, a syn był w szkole, postanowiła w końcu zająć się swoim marzeniem. Poszła szukać szkoły tańca w okolicy.

Znalazła. Ale znalazła też szkołę angielskiego, i karate, i klub szachowy. Zapisała wszędzie syna. Policzyła koszty. Nie, nie wystarczyło na szkołę tańca. Może jak już spłacą kredyt.

Minęły kolejne lata. Syn poszedł do szkoły średniej. Spłacili kredyt. Ania znów pomyślała o szkole tańca. Co prawda syn nadal miał mnóstwo płatnych zajęć dodatkowych, ale kredyt był spłacony, Ania nie miała oporów. Poszukała sobie prywatnego nauczyciela.

Tak. To miał być w końcu jej czas.

realizacja marzen o tancu

Przez pierwsze trzy miesiące ćwiczyła nieustannie. Była szczęśliwa. Kiedy Krzysiek wrócił na kilka dni – promieniała. Ona. On był jakiś taki przygaszony. Ciągle bolała go głowa.

Ania się zaniepokoiła. Dzięki temu, że ciągle pracowała w szpitalu, udało jej się załatwić miejsce dla Krzyśka. Miał spędzić tam dobę i w tym czasie zrobić wszystkie badania.

Krzysiek wyszedł ze szpitala po miesiącu. Okazało się, że już dawno źle się czuł. Rozwijała się w nim bardzo ciężka choroba.

Ania przestała tańczyć. Miała wyrzuty sumienia, że ona się świetnie bawi, a jej mąż leży. Opiekowała się nim nieustannie przez kolejne dwa lata.

Oszczędności topniały.

Krzysiek umarł.

Za resztę oszczędności Ania wysłała syna na studia. Zaraz po studiach pozwoliła mu wyjechać w poszukiwaniu lepszego życia.

Sama dalej pracowała w szpitalu.

Pracuje tam do dziś, choć jest jej bardzo ciężko.

Syn mieszka w Londynie. Tam się ożenił.

Ania nie tańczy. Nie stać jej na to. Uczy się angielskiego, żeby móc bez skrępowania rozmawiać ze swoim dwuletnim wnukiem.

Dlaczego opowiadam ci tę całą historię?

Chcę, żebyś zrozumiała, że w życiu ZAWSZE coś się dzieje. Zawsze są jakieś przeciwności do pokonania.

Jeśli masz jakieś marzenie, jakąś pasję, a jesteś na etapie wmawiania sobie „jak tylko uporam się z …. to zajmę się swoim marzeniem”, to zastanów się jeszcze raz, w kontekście tej właśnie historii. Czy naprawdę wierzysz, że w przyszłości nie będziesz miała kłopotów? Czy wiesz na pewno, że nic się nie wydarzy i będziesz miała czas na zajęcie się sobą?

Ja sama niedawno wpadłam na taki pomysł, że zawieszę pisanie tego bloga do czasu aż dzieci podrosną. Ale po chwili refleksji doszłam do wniosku, że dla mnie pewnie one nie podrosną nigdy – zawsze będą małe.

Jeśli masz jakieś marzenie, to zajmij się nim teraz. Bez względu na okoliczności.

Pomyśl co możesz zmienić w swoim otoczeniu, żeby już teraz zacząć realizować swoje marzenia.

Nie czekaj.

Działaj.

A jeśli myślisz, że ta historia może kogoś zainspirować – udostępnij proszę dalej.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.