Jestem w stanie wojny

with 7 komentarzy

Ostatnio uświadomiłam sobie, że zmasowany atak owadów na mój dom to nie jednorazowy wybryk, a stały problem życia na wsi. W mieście jest inaczej – komary (czasem meszki) w parku, od czasu do czasu zbłąkana mucha w domu. No chyba, że ktoś sam wyhodował sobie owocówki przez nieuwagę.

Na wsi ilość much, które pchają się do domu, zwłaszcza przed burzą, jest niewyobrażalna. Postanowiłam więc wypowiedzieć im wojnę. Rozejrzałam się więc i od razu odrzuciłam kilka sposobów walki:

Przede wszystkim – mam w domu małe dzieci, więc wszelkie środki chemiczne odpadają.

Po drugie – moskitiery na oknach. Nie po to wyprowadzałam się z burego miasta, żeby teraz siatki przez okno oglądać.

Zaczęłam więc rozglądać się  za roślinami. Pierwszym moim zakupem był plektrantus, czyli roślina bardziej znana jako komarzyca. Kupiłam cztery sadzonki – trzy wystawiłam na dwór, jedną zostawiłam w domu.

komarzycaMa dość ciekawy zapach i ładnie wygląda. Przy okazji przypomniał mi się inny pachnący kwiat, który teoretycznie również powinien odstraszać owady. Chodzi o geranium. Dlatego świeża sadzonka jest już w ziemi i stoi w sypialni:

geranium

Dziś też listonosz powinien mi przynieść niebieskiego eukaliptusa.Na razie kupiłam siew. Jeśli się nie uda, to zainwestuję w  sadzonkę.

Postanowiłam też poszukać bardziej agresywnych roślin i tak oto na moich parapetach znalazły się:

Rosiczka – pięknie wabi i łapie małe owady. Mrówkami też nie gardzi.

rosiczka

 

Rosiczka, wbrew moim obawom, nie wymaga wiele troski. Wystarczy jej podmokły torf i słońce. Trzeba tylko pamiętać, że zarówno ona, jak i inne rośliny owadożerne, musi być podlewana martwą wodą – destylowaną, w ostateczności przegotowaną. Tak samo jest z muchołówką:

mucholowka

Moja nie jest wybarwiona na czerwono, ponieważ ostatnio dostała sporą dawkę nawozu. Dostała, a nie upolowała sobie, ponieważ moi panowie chcieli pooglądać ją przy jedzeniu i sami przynieśli jej muchy.

Wszystkie rośliny owadożerne czerpią azot ze złapanych owadów. Dlatego nie wolno im go dodatkowo dostarczać sztucznie.

Mam jeszcze mniej popularnego, ale za to bardzo ładnego tłustosza, który zacznie pierwszy raz kwitnąć:

tlustosz2

Ten piękny kwiat również żywi się owadami. Wabi je kwiatkami i więzi podobnie jak rosiczka.

No i na koniec mój dzbanecznik. To także roślina owadożerna, którą potraktowałam jak pozostałe – podmokły torf (który dostałam z kwiaciarni) i dużo słońca. Dzbanecznik zaczął marnieć i ginąć w oczach. Poszukałam więc rad u hodowców i okazało się, że temu akurat jest dużo bliżej do storczyka niż do pozostałych roślin owadożernych. Oczywiście chodzi o uprawę. Dzbanecznik potrzebuje przewiewnego podłoża, umiarkowanego podlewania od góry (a nie z podstawki jak pozostałe). Światło musi mieć rozproszone, bo bezpośrednie słońce go pali. Stoi więc na północno-wschodnim oknie przy storczyku. dzbanecznikDobrze mu tam. Nawet wypuścił pierwszy nowy liść. Poza tym okazało się, że dzbanecznik to pnącze. Nienawidzi być przestawiany, a nawet obracany.  Za to uwielbia spryskiwanie wodą. Destylowaną oczywiście. Dlatego zaraz obok doniczki stoi spryskiwacz i każdy w rodzinie ma obowiązek przynajmniej raz dziennie go spryskać. Na razie go nie przesadzałam. Stoi w torfie, w którym przyjechał z kwiaciarni. Doradził mi to jeden z hodowców, który wytłumaczył mi, że lepiej zostawić kiepskie podłoże przez kilka tygodni, niż fundować kwiatkowi jednocześnie stres związany ze zmianą miejsca hodowli i zmianą podłoża.

To wszystko jeśli chodzi o moje rośliny. Na razie wszystkie są bardzo młode, więc pozostaje mi chyba najbardziej tradycyjna i najbardziej brutalna metoda walki z owadami:

lapka

Nie jest to może najwygodniejsze, ale działa.

A czy Wy macie jakieś sprawdzone metody na walkę z owadami? Jeśli tak – podzielcie się w komentarzu.

 

 

 

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.