Jak zyskać dodatkowe dwie godziny dziennie?

with Brak komentarzy

Ten wpis został opublikowany 27.01.2013r. Od tego czasu wiele się u mnie zmieniło i jeśli jesteś ciekawa ile dziś mam czasu – zapraszam tutaj

Dziś o tym jak ja, czyli typowa „sowa”, zyskała dwie godziny dziennie nie siedząc do 4:00.

Jeśli macie podobne doświadczenia jak ja, to doskonale wiecie, że dzień powinien się zaczynać około 12:00, a kończyć może grubo po północy. Zawsze odpowiadał mi taki tryb życia. W nocy najlepiej mi się uczyło, a potem pracowało. Kiedy pracowałam w systemie zmianowym, najbardziej lubiłam nocki. Ale w mojej firmie nie były one regularne – tylko w sytuacjach wyjątkowych. Zdarzało się kilka nocek na 2-3 miesiące. I wtedy zawsze było wiadomo, że będę pracowała na wszystkich. Jednak po urodzeniu pierwszego dziecka, trochę mi się wszystko poburzyło. Bo mój syn… spał w nocy. A w dzień harcował. I to najchętniej od około 6:00. I tu pojawił się problem. Bo nawet jeśli wcześniej pracowałam na 6:00, to zawsze w chwilach kryzysu mogłam się gdzieś zaszyć, odpocząć, wypić kawę, a po powrocie do domu zawsze mogłam się przespać. A z dzieckiem tak się nie dało. On spał w nocy, a w dzień miał tylko jedną drzemkę, którą wykorzystywałam za przygotowanie obiadu czy sprzątanie. Ale, swoim starym przyzwyczajeniem, siedziałam do późnej nocy przed tv lub komputerem.

W ten sposób ciągle byłam niewyspana, zmęczona i rozdrażniona.

Z czasem nauczyłam się chodzić spać wcześniej. Najpierw około 1:00, później koło północy, potem około 23:00… Trwało to dobry rok, ale zaczęłam doceniać spokojny, ośmiogodzinny sen.

Przydało mi się to zwłaszcza przy dwójce dzieci.

Jednak kiedy postanowiłam zająć się czymś dodatkowym, czyli blogiem oraz pisaniem e-booków, zaczęło mi nagle brakować czasu. Pomimo tego, że byłam już dość dobrze zorganizowana, prowadziłam kalendarz i wszystko planowałam, czułam pewien niedosyt. Dwójka dzieci, dom, praca zawodowa, blog i kilka dodatkowych rzeczy sprawiło, że zaczęłam tracić oddech. Wtedy zdecydowałam, że zacznę wstawać dwie godziny wcześniej – nie o 7:00, a o 5:00. Ustawiłam budzik na 5:00. Rano wstałam i… poszłam spać dalej.

Po dwóch dniach przestałam zwracać uwagę na budzik. Uznałam, że to bez sensu. Ale po jakimś czasie przyszło opamiętanie i chwila zastanowienia. Pomyślałam wtedy, że skoro wszystko planuję, to i wcześniejsze wstawanie musi być zaplanowane. No i odniosłam sukces!

A oto mój kompletny poradnik jak wydłużyć dobę o dwie godziny:

1. Zacznij od wieczora.

Przede wszystkim żeby wcześniejsze wstawanie miało sens, musisz w nocy zdążyć wypocząć. Nie znaczy to, że masz od teraz kłaść się spać o 20:00. Ja zasypiam codziennie około 23:00. Zadbaj o to, by sen był dobry:

  • przewietrz pokój
  • wyłącz wszystkie rozpraszające urządzenia (ja kiedyś spałam zawsze przy tv lub radio i wściekałam się na to, że przeszkadza to mężowi – dziś wiem, że przy wyłączonych mediach śpi się zdrowiej)
  • wycisz i zrelaksuj się przed snem – może kąpielą, może książką, albo w jakikolwiek inny odpowiadający Ci sposób
  • nie zostawiaj otwartych spraw – dotyczy to też zlewu pełnego brudnych naczyń
  • przygotuj ubrania na dzień następny
  • przygotuj szklankę wody na rano
  • chodź spać o stałej porze – nawet jeśli na początku będzie trudno

2. Nie wszystko od razu

Jeśli od razu przestawisz budzik o dwie godziny w tył, to możesz po dwóch dniach nie wstać wcale – ta jak to było w moim przypadku. Zacznij więc powoli. Najpierw ustaw sobie budzik 10 minut wcześniej niż zwykle. Po tygodniu cofnij go o kolejne 10 minut.

Jeśli do tej pory byłaś w takiej sytuacji, że w ogóle nie musiałaś wstawać o stałej porze, najpierw ustal sobie taką godzinę. Np. przez tydzień wstawaj o 9:00. Dopiero potem staraj się cofać budzik.

3. Orzeźwij się

Po przebudzeniu od razu usiądź i wypij przygotowaną wieczorem szklankę wody. Orzeźwi Cię i będzie Ci się lepiej wstawało. O rytuałach porannych już pisałam, tu wspomnę tylko, że wystarczy ustalić sobie poranny ciąg zdarzeń. Na początku może być spisany na kartce, ale po kilu dniach wejdzie Ci już w nawyk. Może to być np.: pobudka → szklanka wody → toaleta → gimnastyka → ubieranie się → makijaż → śniadanie → czytanie książki/ pisanie bloga/ biegania/ przygotowanie dokumentów do pracy czy cokolwiek co Ci przyjdzie do głowy, aby mądrze wykorzystać ten czas. Pamiętaj, że wtedy Twój umysł jest najbardziej efektywny, więc nie siadaj przed facebookiem!

4. Bądź cierpliwa

Nie wymagaj od swojego organizmu, że będzie tą zmianą zachwycony. Przygotuj się na to, że będzie się bronił. Mój był przez ponad trzydzieści lat przyzwyczajony do „sowiego” trybu życia, ale w końcu się poddał. Wystarczy być cierpliwą i konsekwentną.

5. Nie oszukuj

Jeśli raz na jakiś czas nie wstaniesz o wyznaczonej porze, to świat się nie zawali. Jednak nie rób normy z wyjątku. Nie oszukuj siebie, bo tylko Ty poniesiesz tego konsekwencje. Jeśli tydzień czasu na przyzwyczajenie się do kolejnych 10 minut to dla Ciebie za krótko – wydłuż ten czas do dwóch tygodni. Ale bądź sama ze sobą uczciwa.

Jeśli zastosujesz się do powyższych rad, jest spora szansa, że Ci się uda. A jeśli uważasz, że sama nie dasz rady – zapraszam Cię na konsultacje

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.