Jak zaoszczędzić na kremach, balsamach i w aptece?

with Brak komentarzy

Wybierałam wczoraj balsam do ciała. W związku z tym, że trochę tracę na wadze ostatnio, moją uwagę przykuły wszelkiego rodzaju wyszczuplające i ujędrniające specyfiki. Od razu zwróciłam uwagę na fakt, że ceny tych balsamów są nieco wyższe o ich odpowiedników „nieujędrniających”. Jednak swoim zwyczajem oczywiście zaczęłam czytać składy balsamów. Ale, oczywiście, samo przeczytanie składu mnie nie usatysfakcjonowało. Musiałam je jeszcze porównać. No i moje odkrycia trochę mnie zdziwiły.

Otóż skład balsamów był do siebie bardzo zbliżony.

Oczywiście różniły się zapachem, niektóre konsystencją, ale wszelkie substancje nawilżająco-ujędrniająco-wyszczuplające były w podobnych proporcjach. Pomijam takie niuanse, jak papryczka chili, która działa rozgrzewająco, ale na nasze wyszczuplenie nie ma wpływu.

Skąd więc różnica w cenie i nazwie?

Skonsultowałam temat z kosmetyczką. Doszłyśmy do wniosku, że różnica w cenie jest spowodowana różnicą w nazwie, a różnica w nazwie jest spowodowana różnicą w cenie.

A dokładniej?

Otóż wszelkie balsamy do ciała o podobnych właściwościach mają podobne składy. Cały trik producentów jest oparty na marketingu i naszej psychice.

Otóż: jeśli kupisz sobie zwykły balsam do ciała, to posmarujesz się nim po prostu po kąpieli. Oczywiście:

  • jeśli nie zapomnisz
  • jeśli będziesz miała czas
  • jeśli będzie Ci się chciało.

Ale jeżeli kupisz droższy balsam ujędrniający, to będziesz go dwa razy dziennie przez pięć minut wcierać, wklepywać i wmasowywać, bo inaczej nie zadziała. W ten sposób producent wygrywa dwa razy:

  • po pierwsze – kupujesz droższy balsam
  • po drugie – zużywasz go więcej.

Dlatego jako świadoma konsumentka wybrałam wczoraj wersję tańszą – kupiłam zwykły, „nieujędrniający” balsam do ciała, który odpowiadał mi zapachem i konsystencją. I tak balsamuję się regularnie, więc postanowiłam nie przepłacać.

Podobnie rzecz ma się z kremami do twarzy. Nierzadko ten za 150 zł ma podobny skład do tego za 15 zł. Oczywiście pomijam tu kwestie alergiczne na jakikolwiek składnik. Ale jeśli nie masz żadnego uczulenia, to spokojnie możesz używać tańszych kremów. Jedyne o czym zawsze musisz pamiętać, to regularność. Jeśli będziesz używała rozsądnie kremów, czyli:

  • będziesz miała dwa kosmetyki z tej samej linii – na dzień i na noc
  • będziesz ich używała regularnie
  • będziesz je wklepywała, a nie wcierała

możesz śmiało używać tych tańszych. Ja ostatnio odkryłam mały sklepik kosmetyczny z naszymi rodzimymi markami kremów i balsamów, a także płynów, szamponów i innych kosmetyków pielęgnacyjnych. I okazało się, że za naprawdę dobry krem na dzień mogę zapłacić 6,20 zł. Podobnie z kremem na noc. Do tego odpowiedni balsam do ciała i żel do mycia i miałam zakupione wszystkie kosmetyki za całkowitą kwotę 23,20.

jak zaoszczedzic na kremach i balsamach

Podsumowując – jeśli nauczysz się regularnie dbać o swoją skórę, możesz naprawdę sporo zaoszczędzić na kosmetykach. A skóra stanie się jędrna i gładka.

A jak to ma się do apteki? Prosto z drogerii poszłam do apteki na prośbę męża zakupić mu popularny środek przeciwbólowy (przy nieciekawej pogodzie odzywa się stara kontuzja). No i w aptece również postanowiłam sprawdzić moją teorię dotyczącą składu leków i marketingu. Poprosiłam o lek przeciwbólowy oparty na ibuprofenie jako substancji czynnej. Efekt? Tak samo silny lek jak ten popularny, ale o około 25% tańszy.

Dlatego absolutnie wszędzie należy czytać składy wszystkiego, co się kupuje. O czytaniu składów u rzeźnika czy w piekarni napiszę innym razem.

Dziś jednak zapamiętajcie jedno: czytajcie.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.