Jak blogować mając małe dzieci? – Rutyna

with 21 komentarzy

„Rutyna zabija kreatywność”. „Rutyna jest wrogiem artysty”.

Podobno blogger jest artystą, więc zgodnie z „wierzeniami ludowymi” powinnam nienawidzić rutyny.

A ja nauczyłam się, że nie ma nic lepszego niż rutyna. A właściwie nauczyły mnie tego dzieci.

No bo jak pogodzić pracę w domu, wokół domu, blog i kilka innych rzeczy prze trójce bardzo żywych dzieci? Nie ma lepszej recepty niż rutyna.

Dzieci nie znają się na odmierzaniu czasu. Nie wiedzą która godzina. Ale mają swój zegar wewnętrzny, biologiczny. I muszą sobie ten zegar jakoś ustawić, zaprogramować. Najlepiej zrobić to ucząc je, że: o stałej porze jemy śniadanie, bawimy się czy idziemy spać. Ja uczyłam się tego powoli.

Najpierw było jedno dziecko. Intuicyjnie (a może gdzieś to przeczytałam wcześniej i nie pamiętam) wiedziałam, że od maleńkości muszę nauczyć je zasypiać o stałej porze. Było to dla mnie ogromnie trudne, ponieważ sama chodziłam spać codziennie o innej godzinie, często zasypiając przy tv. W dodatku zaraz po urlopie macierzyńskim (a trwał on wtedy ok. 4mce) zaczęłam pracować na zmiany, co utrudniało ścisłe trzymanie się rytuałów. Jednak bardzo szybko zauważyłam, że jak odpuszczam, to mały źle śpi w nocy,a następnego dnia jest marudny. Dlatego wprowadziłam sztywny czas kolacji, kąpieli, czytania i spania. Naprawdę nie było łatwa na początku. Mały się bronił, a mnie brakowało sił. Ale w głowie miałam jedno „przetrwać!”. Przetrwałam i jakoś się ułożyło. Potem jeszcze dołożyłam zabawę wyciszająca przed kolacją i w tej małej rutynie dotrwaliśmy do przedszkola. No a potem już poszło gładko. Bo jeżeli syn przez pięc dni w tygodniu wstawał o stałej porze, jadł śniadanie, bawił się i odpoczywał, to nie było siły, aby przez pozostałe dwa dni robił inaczej.

Doceniłam to bardzo kiedy urodził się drugi syn. Starszy był już w przedszkolu, ja nie pracowałam, a mały szybko wpasował się w nasz „grafik”. Ładnie przesypiał noce, dał się „ogarnąć” w dzień. Mogłam spokojnie pójść do pracy – nie było żadnych ekscesów.

Po kolejnych dwóch latach do chłopców dołączyła siostra. Ta z kolei od urodzenia broniła się przed jakimikolwiek sztywnymi ramami. Kiedy chłopcy mieli czas na zabawę, ona najchętniej by pospała. Jak chłopcy szli spać, ta zaczynała krzyczeć wniebogłosy i chciała się bawić. Jednak żelazną konsekwencją i rutyną pokonaliśmy te przeszkody. Mała nauczyła się spać w nocy, a bawić w dzień. Nie było łatwo, często brakowało nam sił. Ale wiedziałam po co to robię i daliśmy radę.

I choć do dziś zdarza się jej i średniakowi budzić w nocy, to wiem, że dzięki rutynie te pobudki są coraz rzadsze i mniej intensywne.

Dzięki temu, że mamy stały rozkład dnia ja mam czas na wszystko – na odpoczynek, bloga, dom i dla każdego z dzieci osobno (to bardzo ważne, ponieważ każdy chce choć przez chwilę mieć mamę na wyłączność), dzieci się nie nudzą i nie marudzą, nie podjadają, a najstarszy zawsze ma odrobione lekcje i jest przygotowany do szkoły.

Jak ułożyć plan dnia?

To proste – musi być i elastyczny i sztywny jednocześnie. To znaczy – pory posiłków powinny być sztywne. Tak samo pora spania, odrabiania lekcji czy czasu z mamą i/lub tatą.

Czas przeznaczony na odpoczynek, zabawę powinien być w miarę elastyczny i tu mamy pole do popisu – chodzi o to by każdego dnia zabawa się czymś różniła. Jednego dnia to może być basen, innego spacer, plac zabaw, podwórko czy plastelina. Ważne, żeby godziny się zgadzały.

Dzięki temu moje dzieci o 20:00 są w łóżkach i w kilka minut zasypiają. A ja mam wieczór dla siebie/męża/czytelników/znajomych…

Dlatego mogę dla Was pisać. I czytać Wasze blogi.

Ja wiem, że dzieci czasem chorują. Że ktoś wpada z niezapowiedzianą wizytą. Że życie czasem płata nam figle. Ale nie pozwalam, żeby taki sytuacje zaburzały nam rytm dnia. Po prostu wówczas trzeba poświęcić więcej uwagi albo poprosić o pomoc. Chore dziecko wymaga więcej troski i uwagi, ale z doświadczenia wiem, że senne jest i tak i tej samej porze.

Obserwując swoje dzieci również w swoim życiu zaczęłam wprowadzać rutynę. Kłaść się spać i wstawać o stałej porze. Wieczorem przygotowywać ubrania i inne sprawy na rano. Pisać o stałych godzinach.

www.imgrind.com
www.imgrind.com

Z doświadczenia wiem, że rutyna nie zabija kreatywności. Wręcz przeciwnie – pomaga jej. No ba jak tu rozwinąć skrzydła kiedy ma się w domu piętnastomiesięczne dziewczę, które koniecznie chce siadać do komputera razem z mamą? Albo zawsze pierwsza łapie druty czy szydełko? Każdy pomysł w tej sytuacji idzie w otchłań niepamięci. ponieważ trzeba natychmiast reagować na czyhające zagrożenie 😉

Dzięki rutynie mam czas dla siebie i na swój rozwój. Mam czas dla męża i naszego związku. Na pasję. Na naukę. Zaprzyjaźniłam się z rutyną i dobrze nam razem.

A Ty? Jakie masz doświadczenia z rutyną? Podziel się w komentarzu:

Podąrzaj Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.