Jak blogować mając małe dzieci? – czyli KTO RANO WSTAJE…

with 12 komentarzy

Ostatnio pisałam o tym, że wstaję dość wcześnie, po to, by mieć czas na pracę dla siebie. Jest to czas tylko dla mnie, którego nie dam sobie po prostu odebrać. Ale z natury jestem śpiochem, więc porannego wstawania musiałam się nauczyć.

Są na to różne sposoby, więc nawet największy śpioch da radę.

Jeśli na przykład dotąd pozwalałaś sobie na sen do południa, a nagle dostałaś pracę wymagającą wstawania przed siódmą, to nie masz wyjścia jak tylko nastawić budzik i rano wykazać się silną determinacją i wolą walki z łóżkiem, żeby wstać. Ale jeśli masz taki komfort, że sama decydujesz o tym kiedy wstajesz, wybierz metodę małych kroków – ta u mnie zawsze sprawdza się rewelacyjnie.

Najpierw ustaliłam o której normalnie wstaję. Dla mnie był to czas między 6:00 a 6:30. Mniej lub bardziej rozespana wstawałam aby przygotować śniadanie (mąż robi sobie sam), mleko dla młodszych, które wstawały około 6:20-6:40. Budziłam najstarszego do szkoły i dalej dzień się toczył według bardziej lub mnie konkretnego scenariusza.

Potem podjęłam decyzję, że optymalna godzina dla mnie to 5:00, bo to mi daje niecałe 1,5 godziny tylko dla siebie. Podzieliłam sobie te 1,5 godziny na kwadranse i zaczęłam w ten sposób:

  • najpierw bezwzględnie wstawałam o 6:00
  • kiedy bardzo szybko okazało się, że nie sprawia mi to większego problemu, zaczęłam ustawiać budzik na 5:45

Dodatkowe 15 minut wykorzystywałam na swój rozwój – słuchałam szkoleń, czytałam książkę. Robiłam coś tylko dla siebie. NIE włączałam ani facebooka, ani poczty.

  • po około dwóch tygodniach zaczęłam wstawać o 5:30.

Wtedy zaczęłam ten czas wykorzystywać i na rozwój i na pisanie książki. rozwojem zajmowałam się 5 minut, a reszta czasu to książka. Zaraz sobie pomyślisz, że 5 minut to nie jest dużo. Wiem, ale wykorzystywane codziennie rano dają całkiem niezły efekt. Resztę czasu na samorozwój wygospodarowałam sobie wieczorem. Jednak zauważyłam, że te 5 minut rano daje o niebo lepsze efekty niż pół godziny wieczorem.

  • od dziś mój budzik woła mnie o 5:15

W ten sposób za jakiś czas bez większego trudu osiągnę godzinę 5:00.

Dlaczego taka metoda, a nie terapia szokowa, czyli od razu 5:00? Po prostu znam siebie – wiem, że kilka dni by się to udawało. Potem już mniej. Aż w końcu odpuściłabym sobie zupełnie. A dzięki metodzie małych kroków mój umysł i cały organizm wie, że to nie jest jednorazowy wyskok, tylko systematyczna praca nad sobą.

www.iconfinder.com
www.iconfinder.com

Co jeszcze robię, aby łatwiej mi się wstawało?

Przede wszystkim kładę się wcześniej spać. Gdybym siedziała do północy, w dodatku moje dzieci obudziłyby mnie ze trzy razy w ciągu nocy, to pewnie na jeden poranek zużyłabym cały zapas energii i motywacji. Dlatego graniczna godzina dla mnie to 22:30. Wtedy już przygotowuję się do snu.

Poza tym robię porządek w sypialni. Moja sypialnia jest absolutnie minimalistyczna i ascetyczna. W dodatku biała. Dlatego, że łatwo wtedy zapanować nad porządkiem. Nie znajdują się tu żadne przypadkowe przedmioty. Bo kto ma chaos w sypialni, ten ma chaos w snach.

Kolejnym moim sprawdzonym sposobem jest położenie budzika tak, żeby trzeba było wstać. System „drzemki” dostępny w wielu budzikach u mnie po prostu się nie sprawdza. Jeśli nie wstanę od razu, nie wstanę w ogóle. „Drzemek” więc nie używam. Ale zdarzyło mi się kilkukrotnie, kiedy budzik był na wyciągnięcie dłoni, że go wyłączałam przez sen. Dlatego wiem, że jak mam daleko, to muszę wstać, aby go wyłączyć. A wtedy pod żadnym pretekstem nie wolno mi wrócić do łóżka.

Kawa nie jest dla mnie. Od jakiegoś czasu jej nie piję, bo mi nie smakuje. No, chyba że do wyjątkowo słodkiego deseru – wtedy owszem, pasuje mi to zestawienie. Jednak wolę herbaty – białą, zieloną, czerwoną, czarną, z przeróżnymi dodatkami. Piję też yerba mate czy guaranę na pobudzenie. Jednak one działają dość wolno, dlatego rano wspomagam się suplementami – aktualnie żeń-szeniem. Rano też piję około szklanki czystej, zwykłej wody.

Tlen pobudza do działania. Aby się dotlenić, wystarczy otworzyć okno i zrobić np. pięć przysiadów. Zajmuje to kilka sekund, ale jest bardzo pomocne.

Pamiętasz o tym jak pisałam o wymówkach i radzeniu sobie z nimi? To kolejny sposób na moje poranne wstawanie – zamiast leżeć i ściemniać, że zastanawiam się od czego zacząć dzień, mam wszystko ułożone po kolei i przygotowane do pracy. Biblia (jeden z największych motywatorów – polecam czytanie bez względu na poziom wiary), dziennik, który piszę rano i notatki do książki. Wszystko przygotowuję wieczorem. Podobnie z ubraniami dla całej rodziny.

A jak już jestem przy ubraniach, to one też są ważne. Nie pracuję rano w piżamie. Od razu po wstaniu i błyskawicznej porannej toalecie (kto ma małe dzieci ten wie, że można ten czas skrócić naprawdę ostro) ubieram się. Nieważne, że jest wcześnie. To sygnał dla mojego mózgu, że to czas pracy, a nie odpoczynku.

No i ostatnie – nie włączam rano niczego, co mogłoby mnie rozproszyć. Poczta poczeka. Facebook też. Ja skupiam się na sobie i swojej pracy.

To chyba wszystko. Jeśli masz jakieś inne, swoje sposoby, będzie i miło jeśli podziel się w komentarzu. Może okaże się, że znasz skuteczniejszą metodę, którą warto wykorzystać.

Podąrzaj Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.