Dożynki – tradycja, która odchodzi w niepamięć…

with 6 komentarzy

Dziś nietypowo, o tym jak zmieniła się polska wieś przez ostatnie kilkanaście lat.

Niedawno pisała o tym Ewa Kozioł z Zielonego Zagonka. O tym, że mentalność polaków mieszkających na wsi się zmieniła. Że teraz zupełnie jak w mieście – każdy sobie.

Nie wierzyłam w to. Tym bardziej, że dokładnie rok temu mnie osobiście spotkała wielka tragedia. Zaginął nasz wówczas dwuipółletni syn. W ciągu kilku, może kilkunastu minut do poszukiwań włączyła się cała okolica. Nawet osoby, których nie znaliśmy, bo wprowadziły się niedawno. Koleżanka przywiozła mojego męża z pracy, sąsiadka zajęła się pozostałymi dziećmi, ciągle ktoś ze mną był, nawet kiedy do akcji wkroczyła policja. Wszyscy razem szukali naszego chłopca. Syn na szczęście znalazł się po około trzech godzinach. Bez większych urazów (podrapany, oparzony pokrzywami i pokąsany przez owady) wrócił do domu. Ta traumatyczna sytuacja dowiodła, że ludzie mieszkający na wsi potrafią się zjednoczyć i wspólnie działać. Nikt nie czekał na służby, wszyscy ruszyli do akcji poszukiwawczej od razu. Bez prośby z naszej strony. Całkowicie naturalnie. Nawet kiedy do akcji dołączyła policja, zebrała się straż, nikt nie odpuścił.

W poprzedni weekend jednak okazało się, że jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, albo zadanie nie jest płatne, to we wsi nie ma prawie nikogo, kto podjąłby się jakiegoś trudu dla dobra ogółu.

Akcja nazywała się WIENIEC DOŻYNKOWY. W całej wsi, liczącej ponad dwa tysiące mieszkańców, znalazło się siedem osób, które w zadanie zaangażowały się całkowicie. W tym ja i mój mąż. Nasze dzieci biegały wokół, bawiły się, trochę przeszkadzały, trochę rozbawiały towarzystwo. Kilka osób pomogło trochę inaczej (przynieśli płody rolne, użyczono nam dużego samochodu do przewiezienia naszej pracy, ofiarowano kartony – za każdą pomoc jesteśmy ogromnie wdzięczni). A pozostali? Typowe komentarze to: „nikt mi za to nie zapłaci”, „mam dzieci”, „jest weekend”.

My też mamy dzieci. Nam nikt nie zapłacił. Pracowaliśmy w czasie weekendu. A właściwie dwóch. Od około południa, do późnej nocy. W poprzedni weekend powstała kartonowa makieta naszego kościoła, a w ostatni, świąteczny weekend, powstał wieniec właściwy. Dożynki odbyły się w niedzielę, 16.08. Zdążyliśmy!

Jestem naprawdę dumna z naszej pracy. A wszystko dlatego, że CHCIAŁAM i MOGŁAM pracować. Pozostałe osoby także CHCIAŁY I MOGŁY!
A tak powstawał nasz zwycięski wieniec:

karton

wieniec dozynkowy - prace nocne

makieta w dzien podczas dopieszczania

ostatnie szlify w nocy - wieniec dozynkowy

efekt koncowy - wieniec dozynkowy z plodami i chlebem

dozynki wience rozne

dozynki wieniec konkursowy

 

wszystkie fotografie wykonał Irys – wszelkie prawa zastrzeżone

 

Naszą pracę doceniła także komisja oceniająca wieńce. Zajęliśmy drugie miejsce i sołectwo otrzymało niewielki, ale dodatkowy fundusz na swoje potrzeby. Oczywiście – kolejka potrzebujących ustawiła się spora. Ale dzięki decyzji Sołtysa mogliśmy zadecydować my. No i zadecydowaliśmy, że dzieci we wsi będą miały zorganizowaną imprezę mikołajkową.

Podoba Ci się nasz wieniec?

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.