Nie dam rady! Co zrobić jak chcesz za dużo?

with 17 komentarzy

Ostatnio pisałam o tym, co robić w sytuacji, kiedy naprawdę, ale to naprawdę ci się nie chce.

Dziś postanowiłam trochę odwrócić sytuację.

Czasami jest tak, że bardzo, ale to bardzo chcesz, ale… nie możesz.

Dlaczego?

Bo chcesz za dużo.

Sama niedawno właśnie wychodziłam z takiej sytuacji i dlatego postanowiłam zająć się tematem szerzej.

Ale od początku.

Załóżmy, że zaczęłaś panować nad chaosem panującym do tej pory w swoim życiu. Zaczęłaś wstawać wcześniej, wygospodarowałaś czas między porządkami a gotowaniem i zaczęłaś zajmować się jakimś hobby. Okazało się, że to bardzo fajne uczucie, kiedy możesz zająć się czymś, co lubisz. Zajęcie przynosi ci frajdę. Taką prawdziwą, dziecięcą radochę. Uwielbiasz swoje nowe zajęcie i nawyki związane z organizacją czasu.

Za jakiś czas w twojej głowie rodzi się pomysł, żeby zająć się czymś innym. Czymkolwiek. Na przykład ćwiczyć przez godzinę dziennie. Albo spacerować. Albo zająć się jakimś biznesem.

Masz już swoje hobby. Dom i rodzina nie cierpią z tego powodu. Uznajesz, że spokojnie się zorganizujesz i wydobędziesz ze swojej doby dodatkowy czas. Oczywiście udaje ci się to bez problemu. I znów rozwijasz skrzydła. Czujesz, że potrafisz latać! Fantastyczne uczucie.

Potem przychodzi propozycja współpracy. Myślisz sobie – „czemu nie? W końcu nadal mam trochę niezagospodarowanego czasu kiedy to snuję się po domu. Dam radę.”

I dajesz. Bo dodatkowe kilka godzin pracy w tygodniu nie jest dla ciebie obciążeniem. Tym bardziej, że ciągle masz czas na wszystko.

Za jakiś czas myślisz sobie, że może warto byłoby zrobić coś jeszcze. Pójść dalej. Wchodzisz w kolejną współpracę, w kolejny projekt.

Masz już ich kilka. Już bez pierwotnego entuzjazmu, ale nadal ze wszystkim się wyrabiasz. Zawsze jesteś na czas. Tylko już frajdy nie ma. Czasu na kreatywność nie ma. Radości nie ma. Zostaje rzemiosło. Codzienna praca.

W twoje życie wkrada się niechcemisizm. Powoli i stopniowo.

Na koniec okazuje się, że potrzebujesz czegoś pilnie. Nowej umiejętności. Szkolenia. Albo dodatkowej gotówki, takiej „na wczoraj” (którą możesz zarobić, jeśli będziesz pracować jakiś czas bez wytchnienia, albo zatrudnisz się u kogoś). Albo w twojej rodzinie wydarzył się wypadek i ktoś bliski wymaga całodobowej opieki.

A twoje projekty trwają. Zobowiązałaś się do kilku spraw i nie chcesz być nieprofesjonalna i rzucić wszystkiego za jednym zamachem. Zastanawiasz się co zrobić. Wybrać „wszystko” i przestać spać? Czy może jednak spać, ale opiekę nad swoimi dziećmi, pranie, gotowanie oddelegować komuś obcemu? A może by tak po prostu uciec na bezludną wyspę…?

Jakieś trzy tygodnie temu miałam właśnie takie dylematy. I całkiem szczerze – postawiłam na bezludną wyspę.

przepracowanie

Ale po głębszej analizie swojej sytuacji podjęłam pewne, trudne dla mnie decyzje.

Nie, nie oddałam dzieci nikomu obcemu pod opiekę. Nadal sama zajmuję się domem i wszystkim wkoło. Dziećmi oczywiście też.

Zaczęłam od tego,

że usiadłam sobie w spokoju z zeszytem i wypisałam wszystkie projekty, które realizuję. Zrobiłam szczery i bolesny bilans zysków i strat, nie tylko finansowych. Ale nie tylko bilans był ważny. Określiłam też swój poziom zaangażowania. Na przykład – napisałam z czterema fantastycznymi kobietami książkę dla innych kobiet. W tej chwili ją poprawiamy, wkrótce będziemy ją wydawać. Nie spodziewam się ogromnego zysku finansowego, ale jestem mocno zaangażowana w ten projekt i jest on mocno zaawansowany. Dlatego zdecydowałam, że doprowadzę go do końca.

Inna sytuacja – w sobotę 05.03 będę na festiwalu Progessteron w Gdyni prowadziła warsztaty z samodyscypliny. Nawet nie zastanawiałam się nad tym projektem, nie wpisałam go w bilans, ponieważ wydarzenie jest dosłownie za kilka dni i rezygnacja w tym momencie byłaby dla mnie samej wysoce niestosowna i niezgodna ze mną. Bardzo się cieszę na te warsztaty.

Bo w bilansie biznesu nie jest ważne tylko to, co daje dużo pieniędzy. Ale też to, co daje frajdę.

Następny krok

który zrobiłam, to zamknęłam niektóre projekty. Z bólem serca. Ale wiedziałam, że to konieczne dla odzyskania równowagi.

Teraz czas na wnioski, które wyciągnęłam z tej lekcji.

Przede wszystkim

nie chcę więcej brać na siebie zbyt wielu obowiązków. W pewnej chwili moja praca w domu zaczęła przypominać tę w korporacji. A tego nie chcę. Chcę oddychać spokojnie. Nie zawalać terminów. Chcę mieć czas na długą kąpiel albo na szydełkowanie.

Po drugie

w życiu zawsze coś się dzieje. Nie zawsze jest to wypadek kogoś bliskiego, ale czasem jest tak, że np. okoliczności wpływają na podjęcie decyzji o szybkim zrobieniu kursu na prawo jazdy. Tak właśnie było ostatnio w moim przypadku. I ten kurs wpłynął na to, że nie mogłam się skupić na niczym innym. W efekcie się zblokowałam i przestałam pracować i nad tą stroną i nad resztą projektów. Po prostu się wycofałam.

Wiem, że nie musiało tak być. Kilka miesięcy temu spędziłam jakiś czas z chorym dzieckiem w szpitalu. Bez komputera. Kiedy indziej znów byłam dwa tygodnie bez internetu. Żadna z tych sytuacji nie sprawiła mi kłopotów. Wszystko było zawsze gotowe na czas. A to dlatego, że miałam mniej obowiązków i byłam fizycznie i psychicznie w stanie nad wszystkim zapanować. I miałam czas na odpoczynek. A tego właśnie ostatnio mi zabrakło.

Dlatego nie licz na to, że życie zawsze pójdzie gładko. Bo w najmniej odpowiednim momencie możesz mieć awarię prądu. Albo cokolwiek innego.

Kiedy zastanawiasz się nad kolejnym przedsięwzięciem, pomyśl o tym, żeby mieć około 20% czasu niezagospodarowanego. Jeśli akurat w twoim życiu nic się nie dzieje, przeznacz ten czas dla siebie. A jeśli stanie się coś nieoczekiwanego – masz możliwość zapanowania nad sytuacją.

Po trzecie

będę robić bilans zysków i strat na początku projektu. Jeśli się okaże, że nowy pomysł jest ciekawszy i przyniesie większy zysk, najpierw zamknę stary. Ale dam sobie dużo czasu na zastanowienie.

Po czwarte

odpoczynek. Naprawdę go potrzebuję. Codziennie.

odpoczynek

Jeśli zastanawiasz się w tej chwili nad tym, czy zająć się czymś ciekawym, przemyśl to dobrze. I jeśli będzie to coś fajnego, co nie zaburzy ci rytmu dobowego – wejdź w projekt z radością i otwartym umysłem. Jeśli nie – zastanów się jeszcze raz i ustal swoje priorytety.

A może sama masz doświadczenia w tym zakresie?

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.