Ciąża byłaby piękna, gdyby nie to

with 6 komentarzy

Nie, nie jestem w kolejnej ciąży. Ale wspomnienia mam bardzo wyraźne. Dlatego dziś mam dla ciebie mocno osobisty tekst o tym, czy ciąża to sama radość i rozkosz – tak jak często przedstawiają to media.

zmartwienia w ciazy

Dlaczego zajęłam się tym tematem?

W zeszłym tygodniu poprosiłam Cię do mojego kuchennego stołu. I dostałam mnóstwo pytań na maila. Za wszystkie bardzo dziękuję. Jeśli jednak jeszcze nie zadałaś pytania – bardzo proszę. Możesz śmiało pisać na magdalena@rolnikowie.pl

Jednym z pytań, które powtarzało się dość często, choć w różnej formie było „Skąd znam się na dzieciach”. Czy przed urodzeniem pierwszego dziecka miałam wprawę itd.

Otóż – i tak i nie.

Jestem najstarsza w rodzinie. Mam młodszego brata, młodsze (i dużo młodsze) kuzynostwo. Na przykład – jedną z moich najmłodszych kuzynek jest moja Chrześnica, a dzieli nas równo 25 lat.

W związku z tym zdarzało mi się zajmować dziećmi. Ale – nigdy noworodkiem!.

Owszem – widziałam jak się pielęgnuje takie maleństwo, widziałam karmienie, kąpiele, przewijanie… ale nie robiłam tego sama.

Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, miałam mnóstwo wątpliwości.

Pytań – czy sobie poradzę?

Jaką będę mamą?

Skąd będę wiedziała, że moje dziecko nie płacze z głodu, tylko na przykład z bólu?

Czy dam radę wstać w nocy? Przecież jak tak lubię spać…. A jak nie usłyszę płaczu?

Czy będę miała dość siły?

Czy w ogóle będę umiała zaopiekować się takim maleństwem???

Im bliżej porodu, tym pytań i wątpliwości więcej. A kobiety, które już rodziły, miały dla mnie mnóstwo informacji dotyczących koszmaru porodu, ale żadna nie dzieliła się swoimi doświadczeniami związanymi z opieką nad dzieckiem.

Później pojawiały się kolejne pytania.

Na przykład – czy będę umiała kochać to dziecko mimo wszystko?

Mówi się, że matka zawsze kocha swoje dzieci, bez względu na wszystko. I zawsze potrafi wybaczyć.

Ale ja mam dość trudny charakter. I, choć bardzo, bardzo trudno jest mnie wyprowadzić z równowagi, to jednak osoba, której się to uda, ma ze mną… hmmm….dość ciężki żywot. A czy będę w stanie inaczej traktować dziecko?

Kiedyś już o tym pisałam, że do około 34tc byłam absolutnie przekonana, że urodzi się dziewczynka. Potem nagle okazało się, że jednak nie – będzie chłopiec. Pamiętam, że byłam zaskoczona, ale jakoś specjalnie mnie to nie zmartwiło. Pomyślałam, że to może nawet lepiej mieć starszego syna (od razu planowaliśmy większą rodzinę). A potem reakcje rodziny i znajomych, które brzmiały podobnie: „e tam, ważne, żeby zdrowe było”, uświadomiły mi kolejne wątpliwości: a co, jeśli nie będzie zdrowe? Co zrobię? Niby wszystko było OK, badania nie wykazywały żadnych nieprawidłowości, chociaż ja cierpiałam na cukrzycę ciążową. Ale skoro sprzęt zawiódł w kwestii płci, to mógł zawieść w kwestii zdrowia. Wiedziałam, że nie oddam nikomu dziecka, ale… czy będę umiała poradzić sobie kiedy okaże się, że jest chore?

Pamiętam, że im bliżej porodu, tym bardziej myślałam sobie, że nie nadaję się na to, żeby być mamą. Może za bardzo się pospieszyliśmy? Może mogłam jeszcze poczekać? Przecież po trzydziestce też można rodzić. A może wtedy przemyślałabym wszystko i nie miałabym tylu wątpliwości…

Kiedy myślę o tym wszystkim po niecałych dziewięciu latach, wiem, że czekanie niczego by nie zmieniło. Wątpliwości miałabym nadal.

Na szczęście wiem też jeszcze coś innego, czym mogę się z tobą podzielić.

Pomimo, że żyjemy w XXI wieku, pomimo że cywilizacja powoli zabija w nas pierwotną naturalność, to cały czas mamy coś, co się nazywa INSTYNKT.

Ten sam mechanizm, który każe uciekać w obliczu zagrożenia, zdecydowanie pomaga w opiece nad dzieckiem. Jest tylko jeden warunek – musisz stworzyć mu warunki do działania. Odrzucić na bok wszelkie „nie umiem” i zaufać sobie.

Jestem przekonana, że właśnie zaufanie sobie to właściwy klucz do wszystkiego.

Począwszy od karmienia, przez umiejętność trzymania dziecka, ubierania, przewijania, a nawet kąpieli. Kiedy podejdziesz do dziecka bez spięcia, stresu, bez miliona myśli „i co teraz?”, będziesz umiała spokojnie wyczuć ilość siły potrzebnej do podniesienia maleństwa. Będziesz wiedziała jak trzymać w wanience, żeby nie zamoczyć uszu. Jak najlepiej przystawić do piersi i jak utulić.

Po kilku dniach słuchania będziesz wiedziała kiedy jest głodne, a kiedy ma brudną pieluszkę. A jak trochę podrośnie, dojdzie jeszcze nowy rodzaj płaczu oznaczający… nudę.

Ze wstawaniem nocnym też nie będzie problemu, ponieważ ostatni etap ciąży doskonale do tego przygotowuje. W ostatnich tygodniach już zazwyczaj jest tak, że trudno o znalezienie wygodnej pozycji do spania. Dlatego sen jest często przerywany. Również koniecznością dodatkowych wizyt w toalecie.

Połóg to najlepszy czas, aby poznać tego nowego, maleńkiego człowieka. Nauczyć się z nim żyć. Ale nie tylko. To też najlepszy czas na poznanie siebie na nowo!

Zapewne nie raz słyszałaś, że ciąża zmienia wszystko. Jeśli nadal jesteś w ciąży, możesz tego nie zauważyć. No bo w końcu możesz żyć tak samo. Z małymi wyjątkami dotyczącymi na przykład spadochroniarstwa lub innych sportów ekstremalnych, czy picia alkoholu.

Ale dopiero po urodzeniu dziecka, kiedy dasz SOBIE czas na poznanie SIEBIE na nowo, odkryjesz, że zmieniły ci się priorytety. Że teraz trochę inne rzeczy są najważniejsze.

Żeby to odkryć, potrzebujesz siły, Twoje podstawowe potrzeby wyspania się i jedzenia muszą być zaspokojone. Dopiero potem będziesz odkrywała następne.

Dlatego w tym pierwszym, najgorętszym okresie odpuść sobie bycie superwoman. Pozwól sobie na bałagan. Nie biczuj się (choćby słownie) za nieugotowany obiad czy inne pierdoły. Znasz takie powiedzenie

„kto ma dzieciątko, ten ma świątko”?

Korzystaj z tego przywileju. Jeśli nie spałaś w nocy – śpij w dzień z dzieckiem. Nie masz nic w lodówce? Poproś kogoś o pomoc w zakupach. Zostaw w spokoju wszystkie „muszę”, „powinnam”, „trzeba umyć okna” i tym podobne. Skup się na sobie i dziecku.

Ale nie zapomnij o mężu. O tym jak go wdrożyć w nową sytuację, pomimo że sama się dopiero wszystkiego uczysz i jak nie słuchać pretensji o braku obiadu napiszę za tydzień. I oczywiście o skutkach takich działań.

Dzięki temu naprawdę o wiele szybciej odzyskasz siły. Będziesz dobrze znała swoje dziecko i siebie. A to z kolei pozwoli ci na więcej radości i lepszą organizację w przyszłości. Na nowo poukładasz swój dom i swoje życie, bo będziesz wiedziała jak.

A teraz małe zaskoczenie – to, że wszystko sobie poukładasz i będziesz super mamą i żoną i kimś tam jeszcze, wcale nie oznacza, że przy drugim dziecku będzie tak samo.

Ja na przykład, kiedy przygotowywałam wyprawkę dla drugiego syna, byłam spokojna i pewna, że dam sobie radę. W końcu wszystko już przerobiłam i teraz to tylko powtórzę.

Nic z tego.

Owszem – taka techniczna opieka niczym się nie różniła. Drugie dziecko też jadło, spało, brudziło pieluchy. Też wstawałam w nocy. Też odsypiałam w dzień. Też zdarzało mi się nie mieć obiadu.

Ale JA SAMA zmieniłam się po raz kolejny. Znów miałam inne priorytety i cele. Znów byłam inna. Poza tym po kilkunastu dniach, kiedy maleństwo coraz bardziej się rozgląda i reaguje, okazało się, że mój drugi syn jest zupełnie inny niż pierwszy. Byłam pewna siebie, a tu się okazuje, że znów musiałam wszystkiego uczyć się na nowo.

Do córki już podeszłam z większą pokorą. Nie muszę ci chyba pisać, że okazała się zupełnie inna niż chłopcy. I wzbudziła we mnie inne uczucia. I inne priorytety. Pamiętam, że ogromnym olśnieniem dla mnie było, kiedy uświadomiłam sobie, że to ja będę dla niej pierwszym wzorem kobiecości… I zaczęłam myśleć o tym co chcę jej pokazać.

Dziś wiem, że moje dzieci są zupełnie różne.

rozne dzieci1

 

Jedno jest typem sportowca i lekkoducha, jedno umysłem ścisłym i zamartwia się na zapas, a jedno humanistą, negocjatorem i rozjemcą. Każde lubi jeść co innego, każde lubi inne książki i każde zwraca uwagę na inne rzeczy. I wiem, że potrafię kochać je pomimo wszystko.

Jeśli więc już masz pierwsze doświadczenia za sobą, nie zakładaj z góry, że kolejne będą takie same.

Jeśli na przykład twoje pierwsze dziecko w okresie niemowlęctwa spało dwadzieścia razy po dwadzieścia minut, to nie oznacza, że drugie będzie spało tak samo. Może będzie wolało spać raz, ale na przykład cztery godziny. Jeśli pierwsze dziecko bardzo chętnie jadło nowe produkty, drugie wcale nie musi tego robić.

Twoje doświadczenie będzie bogatsze z każdym dniem, tygodniem, rokiem… Jeśli nauczysz się słuchać swoich dzieci, poznawać ich potrzeby, będziesz je doskonale znała również później. Szybko zauważysz problemy i będziesz wiedziała kiedy ewentualnie szukać pomocy.

Jeśli będziesz ufała sobie i swojemu instynktowi, będziesz wiedziała co zrobić w różnych sytuacjach.

Ja na przykład przeżyłam chwilę grozy, kiedy podczas wspólnego gotowania obiadu, mój niespełna trzyletni syn ugryzł kawałek marchewki i niemal natychmiast zaczął się nią dławić. Wtedy, w pierwszej chwili, pomyślałam, że się udusi, bo ja nie przeszłam odpowiedniego szkolenia. Co prawda było coś na ten temat w szkole podstawowej, ale kto by wtedy słuchał… Ważne, że na chemii to było i lekcja przepadła. Ale kiedy odrzuciłam te myśli, instynktownie położyłam dziecko na swoich kolanach spuszczając głowę lekko w dól i dając mu porządnego klapsa w pupę. Dziś wiem, że powinnam pochylić go jeszcze bardziej i klepnąć w plecy, ale wtedy…. chyba uratowałam mu życie. Najważniejsze, że zrobiłam to instynktownie.

Dlatego jeszcze raz przypomnę – zaufaj sobie. Pozwól działać swojemu instynktowi. I wszystko ułoży się dobrze.

Na koniec mam jeszcze prośbę. Jeśli znasz jakąś ciężarną, lub młodą mamę, której moja historia mogłaby pomóc – prześlij jej link. Dziękuję.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.