Zabawy w grupach, a jednak rodzinnie – nie sprzątam w sobotę!

with 4 komentarze

Dzisiejszy tekst będzie inny niż zwykle. No właśnie – tekst. W zasadzie mało mam do napisania, a jednak tak dużo do opowiedzenia. Dziś opowiadać będą zdjęcia. Zdecydowanie nieidealne, robione telefonem „na żywca”, nie pozowane. A jak trudno jest zrobić dobre zdjęcia dzieciom wie chyba każdy rodzic.Zatem zapraszam Cię na opowieść o tym jak spędziliśmy ostatnią sobotę – w grupach, a jednak rodzinnie. Bo – jak zapewne pamiętasz – nie sprzątam w sobotę. Zwiedzam, podróżuję, dobrze się bawię i spędzam czas z dziećmi. 
Zapraszam!
Ostatnia sobota, 10.06.17 przywitała nas całkiem niezłą pogodą. Świeciło słońce, było ciepło – wstaliśmy rano bez najmniejszego problemu.

Tym razem wyjątkowo nie zaczęliśmy dnia od wspólnego oglądania bajki, ponieważ nasz najstarszy syn wyjeżdżał już wcześnie rano. Od dawna miał zaplanowaną wycieczkę z dziadkami do Biskupina. Fajne miejsce, ale sami wybierzemy się dopiero za kilka lat – kiedy maluchy podrosną i dojrzeją do takiej wycieczki. Póki co w głowach mają inną zabawę. Dlatego Karol wybrał się z dziadkami. Wolał ten wyjazd niż podchody, o których będę pisała niżej, a my uszanowaliśmy ten wybór.

Zostaliśmy zatem we czwórkę. Obejrzeliśmy bajkę i pojechaliśmy do miasta. Tam podzieliliśmy się na dwie grupy: chłopaki osobno i dziewczyny osobno. Rozdzieliliśmy się przy bibliotece (tak, tak – tej naszej ulubionej).

Chłopaki, czyli tata z Grzesiem, wsiedli do autokaru i pojechali do lasu razem z innymi dziećmi i ich tatami. Anielka nie pojechała, bo jeszcze jest za mała na taką wyprawę:
Większość tych zdjęć pochodzi z galerii biblioteki – wszystkie zdjęcia z imprezy można obejrzeć tutaj: miejska biblioteka publiczna

Jak widać na zdjęciach – pogoda się zepsuła. Ale nie zepsuła zabawy. Chłopaki wrócili do miasta oczywiście z trofeami – trzy gry planszowe, książka, kolorowanka, dyplomy… Ale chyba najważniejsze dla nich zostały super wspomnienia. Bo oprócz podchodów, licznych zadań, ogniska, były jeszcze fajne zabawy i przede wszystkim – czas tylko z tatą.
A czas tylko z mamą miała zarezerwowany Anielka. Co robiłyśmy w tym czasie? Oczywiście to, co dziewczyny lubią najbardziej. A zatem zaczęłyśmy od, a jakże, biblioteki. No, skoro tam zostawiłyśmy chłopaków… żal było nie skorzystać. Anielka oddała książkę, wypożyczyła nową, ale także zdążyła skorzystać z czytelni i pograć ze mną w kilka gier:

Potem chciałyśmy pójść do amfiteatru posłuchać muzyki – w tym czasie odbywał się festiwal bluesowy. Niestety – pogoda i nam przeszkodziła. Dlatego zamiast dbać o ducha, zadbałyśmy o ciało. Ruszyłyśmy na babskie zakupy. Kupiłyśmy sobie nowe świecidełka, nowe sukienki, trochę kosmetyków, nowe… notesy i inne gadżety z papierniczego. Anielka prowadzi swój rysunkowy pamiętnik, a ja bullet journal – obie uwielbiamy naklejać, ozdabiać, łączyć różne techniki. A zatem takie zakupy cieszą nas tak samo jak kiecki i biżuteria i kosmetyki:

 

Po zakupach chciałyśmy pójść na plac zabaw. Niestety – rozpadało się na dobre, więc stanęło na małpim gaju. I tu naszły mnie podobne przemyślenia jak tydzień temu na placu zabaw – chyba wszyscy sprzątali, bo w całym lokalu składającym się z dwóch sal byłyśmy SAME. Anielka mogła do woli ze wszystkiego korzystać.

Kiedy dopadło ją zmęczenie, a do powrotu chłopaków zostało jeszcze trochę czasu, poszłyśmy do kina na Smerfy. Fajna bajka właśnie dla mamy i córki: 

Po seansie, pod budynkiem kina już czekali na nas nasi faceci. Długo nie czekali, bo dopiero zdążyli wrócić. Wybraliśmy się zatem na obiad. Po obiedzie (fast-foodowym, żeby nie było – czasem się nam zdarza), pojechaliśmy jeszcze na basen – w poprzednim tygodniu nie udało nam się wybrać rekreacyjnie. Niestety dla nas – w mieście akurat trwała akcja „weekend za pół ceny”, w którym brał udział nasz aquapark. Oprócz tego większość ludzi już w końcu posprzątała domy i mieszkania, więc w basenach były tłumy. W związku z tym popływaliśmy tylko godzinę i poszliśmy na kawę i gofry.


Do domu wróciliśmy kompletnie wyczerpani około 18:30. Niecałe pół godziny później wrócił nie mniej wyczerpany nasz Pierworodny. I znów, jak co tydzień, w sobotę bardzo wcześnie położyliśmy się spać, po to by się zregenerować. 
A w niedzielę odpoczywaliśmy po sobotnim odpoczynku. Ale też już w domu, grając w planszówki albo po prostu się bawiąc.
A Tobie jak minął ostatni weekend?

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.

  • Lubię nieidalne zdjęcia, gdzie widać autentyczną radość i szczerość, a nie te perfekcyjnie, gdzie każdy kadr jest do bólu sztuczny. Bardzo fajnie spędziliście dzień, no i przede wszystkim aktywnie :).

    • Dzięki! Ja też wolę zdjęcie nieidealne, ale szczere 🙂

  • Elwira Zbadyńska

    Napięty grafik miałyście, więc podziwiam Cię za energię! Cudownie jest celebrować wspólny czas.

    • Oj, cudownie 🙂 Zdecydowanie wolę to, niż sprzątanie 😀