Uważaj! Nie tak! Zostaw! Lepiej ja sama…

with 4 komentarze

„Sama! sama! sama!”
Ważna mi dama!
Wszystko sama lepiej wie,
Wszystko sama robić chce, 

Znasz ten fragment? To oczywiście wierszyk dla dzieci napisany przez Jana Brzechwę.

Niestety, nie mam talentu do pisania wierszy – może ktoś inny się jednak pokusi i napisze taki wierszyk dla młodych mam? Przydałby się w celach edukacyjnych wielu młodym kobietom. Bo one też wszystko same… Od początku życia najmłodszego członka rodziny.

Jak wyglądają pierwsze godziny/dni po powrocie z niemowlęciem do domu?

Jeśli poród był w miarę prosty, to nie powinno być problemów. Ale jeśli był skomplikowany, do tego np. zakończony cesarskim cięciem, to sytuacja już taka łatwa nie jest. Kobieta czuje się bardzo źle (jak po każdej operacji), a tu trzeba zająć się maleństwem. Takim kruchym, delikatnym i bezbronnym. Jeśli jest karmione naturalnie – logicznym jest, że nikt zamiast mamy tego noworodka nie nakarmi. Ale to dotyczy tylko karmienia. Przewijać spokojnie może tata. Kąpać, masować, usypiać… To wszystko są czynności, które budują relację i wcale nie muszą być zarezerwowane dla mamy. Zwłaszcza wtedy, kiedy naprawdę źle się czuje.

tata tez potrafi zaopiekowac sie noworodkiem

Kiedy rozmawiałam z młodymi mamami na temat tego, kto kąpie ich dzieci, w większości odpowiadały, że one same. Albo prosiły o pomoc mamę/teściową, albo nawet położną. Niewiele z nich decydowało się powierzenie tego zadania mężowi. Na moje pytanie „dlaczego”, odpowiadały, że mąż nie umie, że nie wie, że może sobie nie poradzić.

Zastanawiam się skąd w młodych kobietach bierze się ten brak zaufania do własnych mężów? Przecież ufają im w tak wielu różnych innych sprawach, a jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem – wręcz ich odpychają.

Tak, wiem – istnieje coś takiego, jak „instynkt macierzyński”. Ale to nie ten instynkt mówi że podczas kąpieli nie zanurza się główki dziecka w wodzie. O tym przekonuje zdrowy rozsądek, który przecież mężczyźni też mogą posiadać. To nie jest tak, że kobiety mają monopol na wiedzę o opiece nad noworodkiem.

Mam wrażenie, że jest często wręcz przeciwnie. Kobieta sama nie jest pewna swojej wiedzy i umiejętności, ale ma wbite do głowy, że przecież jest mamą i powinna wszystko wiedzieć i wszystko umieć. Powinna. Właściwie to nawet musi.  Bo jest mamą.

A to wcale nie tak. Wiedza nie przychodzi w chwili porodu. Przychodzi w formie doświadczenia – z czasem.

Kiedyś usłyszałam coś, co wtedy strasznie mnie oburzyło. Że pierwsze dziecko ma zawsze przechlapane, bo na nim są przeprowadzane eksperymenty. Z biegiem czasu wiem, że to prawda. To na pierwszym dziecku uczysz się opieki. Kąpieli, przewijania, usypiania. Jeśli z czasem okazuje się, że dziecko np. nie umie zasypiać samo, albo że rządzi całym domem – wyciągasz opowiednie wnioski i przy drugim popełniasz mniej błędów. To nie znaczy, że jesteś idealną mamą, bo… popełniasz po prostu inne błędy. Tak już jest.

przygody z tata

Ale nie tylko z nami. Mężczyźni tak samo wszystkiego się uczą. Moim zdaniem są nawet bardziej skoncentrowani na tej nauce, ponieważ też wierzą w instynkt macierzyński. Dokładnie wiedzą, że go nie posiadają, a więc muszą nadrabiać techniką. Jednym słowem – wiedzą, że mają trudniej. Ale to wcale nie znaczy, że nie poradzą sobie z opieką nad noworodkiem.

Pamiętam ten okres w mojej rodzinie. Po pierwszym porodzie czułam się naprawdę kiepsko. Poród był długi i skomplikowany. Po kilkunastu godzinach zakończył się cesarskim cięciem ratującym życie małego. Bardzo długo wracałam do siebie. A noworodkiem trzeba było się opiekować. Mama była daleko, teściowa blisko (3 budynki obok). I pomimo że teściowa miała troje dzieci i w dodatku jest pielęgniarką, nawet nie przyszło mi do głowy żeby zadzwonić do niej po pomoc przy kąpieli.

Owszem – zdarzało się, że dzwoniłam, kiedy czułam się naprawdę, naprawdę źle, a mały był przewinięty, nakarmiony i za żadne skarby nie chciał zasnąć. Tym bardziej, że w tym czasie już chorował, a jeszcze nie wiedzieliśmy na co. Wtedy chętnie korzystałam z pomocy. Ale nie zaraz po urodzeniu. Wtedy przecież miałam męża obok.

Pozwalałam mu na opiekę nad dzieckiem, chociaż na początku nie szło mu idealnie. Czasem wychodziłam do innego pokoju, bo bałam się, że zacznę na niego krzyczeć. A przecież mu ufałam i wiedziałam, że jest tak samo odpowiedzialny jak ja. Pozwalałam mu zawsze na kąpiel, przewijanie, masowanie, kiedy tylko przejawiał choć cień ochoty. Z czasem nabierał wprawy.

Przy drugim dziecku było już o niebo lepiej.

Później, kiedy warunki pracy mojego męża pogorszyły się do tego stopnia, że wychodził z domu kiedy dzieci jeszcze spały, a wracał, kiedy już przygotowywały się do snu, kąpiel, a potem czytanie bajki na dobranoc, były tym najfajniejszym momentem z tatą.

Dziś mój mąż wraca do domu dużo wcześniej, ale i tak, kiedy dzieci wybierają się do kąpieli, to w większości przypadków wołają tatę do pomocy.

Ale nie tylko o higienę chodzi. Skoro większość uznanych szefów kuchni to mężczyźni, to dlaczego młody tata nie może przygotowywać posiłków dla dzieci? Pozwól mu się tego nauczyć. Niech uczy się tak, jak mu wygodniej – albo z książką kucharską w ręku, albo podglądając youtube… Pozwól mu na to, a zobaczysz, że to fantastyczne rozwiązanie.

Dlaczego?

W moim przypadku jest tak, że nawet jeśli wyjeżdżam na weekend, to nie mam problemów z tym, że nie ma kto się zająć dziećmi. Mają tatę, który potrafi ich nakarmić, pomoże się ubrać, wymyśli zabawę, a wieczorem wykąpie, poczyta i pomoże zasnąć. A, i przy okazji pomoże posprzątać.

Bo mój mąż też sprząta. Oczywiście, nie w takim zakresie jak ja, bo nasz podział obowiązków jest jasny i klarowny – dla niego w pierwszej kolejności praca i zabezpieczenie finansowe, a dopiero potem obowiązki domowe; a dla mnie – w pierwszej kolejności dom, a dopiero w drugiej rozwój zawodowy. Ustaliliśmy to wspólnie i co jakiś czas weryfikujemy, więc nie ma nieporozumień.

Czy wychodząc za mąż wiedziałam, że będę miała w domu ideał? Nie. Po prostu angażowałam go w różne rzeczy i bardzo, ale to bardzo panowałam nad sobą, kiedy coś mu nie wychodziło.

Bo z tymi porządkami w domu to też różnie w różnych domach wygląda.

Często młode kobiety potrafią być dwa razy bardziej krytyczne dla mężów niż dla siebie.

Dotyczy to wszystkiego, co jest związane z domem.

„Mam dość. Lubię mieć czyste podłogi, ale strasznie boli mnie kręgosłup. Kazałam raz posprzątać mężowi ale niedokładnie to zrobił i znów muszę sama.”

To cytat w jednej grup facebookowej zrzeszającej żony.

W innym, wrzuconym około 22:30, przeczytałam:

„Jeszcze muszę zrobić obiad na jutro, bo mąż w domu, ale on zawsze nie doprawi”

Oczywiście – zdania są wyrwane z kontekstu, ale doskonale obrazują podejście kobiet w pewnych sprawach.

Takich wypowiedzi czytam dość sporo.

A gdyby tak pozwolić mężowi na niedokładność, ale dzięki temu mieć trochę czasu dla siebie? Albo doprawić ten obiad na talerzu? Albo pozwolić mu raz zafarbować całe pranie (zwłaszcza jego t-shirty) na różowo?

zabawa z tata

Pozwól mężowi się uczyć. Nikt nie jest doskonały od samego początku. A mężczyźni lubią wyzwania i lubią się uczyć na własnych błędach.

A co będzie jeśli będziesz go za każdym razem odsuwać? W pewnym momencie uzna, że Ty wiesz lepiej, że umiesz lepiej i że on nigdy nie spełni Twoich standardów.

I najnormalniej na świecie przestanie się angażować.

Bo i po co?

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.