Nie sprzątam w sobotę

with 4 komentarze

W ostatnim wpisie pokazałam Ci trochę mojego obecnego życia. Pomimo, że nie pracuję na etacie, to jednak całe dnie mam zajęte. Przywożę, odwożę, zawożę dzieci na terapie, zajęcia, na wizyty lekarskie… Jestem w nieustannym ruchu. Do tego stopnia, że jak zdarzy mi się raz na jakiś czas usiąść i spokojnie przejrzeć np. gazetkę reklamową, to zastanawiam się czego nie zrobiłam i o czym zapomniałam.
Całą „roboczą” część tygodnia mam mocno zajętą.
Zostaje nam weekend do wspólnego spędzania czasu. Dlatego właśnie nie sprzątam w sobotę. Nie zajmuję się przez pół dnia odkurzaniem, praniem, zmywaniem… To wszystko robię „w tygodniu”.

Sobota, to jest dla naszej rodziny, dzień wycieczkowy.

Wycieczki są różne – mniejsze i większe. Ale zawsze fajne.

Dlaczego nie w niedzielę?

Bo po tych naszych wyprawach trzeba jeszcze odpocząć. Poza tym niedziela jest takim bardziej domowym dniem. Grania, albo wspólnego gotowania, spędzania czasu na podwórku i odpoczywania przed następnym tygodniem.

Postanowiłam pokazać Ci trochę jak to nasze sobotnie życie wygląda. Jest całkowicie inne od reszty tygodnia. Na przykład w ostatnią sobotę wyglądało tak:

Pomimo, że wstaję codziennie o tej samej, wczesnej porze (ps: już teraz, 19 czerwca, w mojej Grupie rusza bezpłatne wyzwanie, dzięki któremu możesz nauczyć się wcześniej wstawać), to i tak pracuję w piżamie. Potem wstają dzieci – też wcześnie. Ale w sobotę nie spieszymy się ani do szkoły, ani przedszkola, ani do kościoła…
Zwykle zaczynamy dzień od tego, że wszystkie dzieci przychodzą do naszego łóżka i wspólnie oglądamy bajkę na laptopie (w sypialni nie mam telewizora). Potem wstajemy, ubieramy się i jemy śniadanie.

W tę sobotę nasz najstarszy syn miał zaplanowane zajęcia pisarskie. Oczywiście w naszej ulubionej bibliotece. Pojechaliśmy więc wszyscy razem do Miejskiej Biblioteki Publicznej.
Karol został na zajęciach z panią Kingą Willim (która też w zeszłym roku uczyła Karola podstaw programowania), a my pobuszowaliśmy w książkach.

A teraz kilka słów o tym dlaczego uwielbiamy naszą bibliotekę.
Po pierwsze – za zajęcia dla dzieci i dorosłych – ale o tym będę jeszcze pisać.
Po drugie – to nie jest zwykła, duszna biblioteka, wypełniona książkami, w której trzeba być idealnie cicho. Dział dziecięcy zajmuje całe piętro i można tam nie tylko wypożyczyć książki, ale i poczytać na miejscu. Można pograć w gry. Poukładać klocki. Pokolorować. Można rozbudzać swoją kreatywność i zaspokajać ciekawość.

 

I właśnie w ostatnią sobotę nadszedł ten dzień, kiedy nasza najmłodsza latorośl dojrzała do założenia sobie swojej własnej karty bibliotecznej. Koniec z wypożyczaniem na konto kogoś z rodziny. Sama teraz bierze odpowiedzialność za wypożyczone książki. W procesie zakładania karty dzielnie towarzyszył jej starszy brat. W końcu on ten etap miał już dawno za sobą.

Kiedy każdy z nas już wybrał coś ciekawego do poczytania na ten tydzień, zabraliśmy młodsze dzieci na plac zabaw. Starszak ciągle ćwiczył swoją kreatywność, a młodsi mogli się wyszaleć.
Zawsze zastanawiało mnie dlaczego place zabaw są puste w soboty przed południem. Czyżby wszyscy sprzątali?



Dobrze po wybiciu południa, Karol skończył swoje zajęcia i znów byliśmy razem. To była dobra okazja, żeby coś zjeść. Posiłek na małym pikniku – jak niewiele do szczęścia potrzeba…

Ale to nie koniec atrakcji. Jeszcze pojechaliśmy na basen. Nie na rehabilitację, ale tak po prostu – rekreacyjnie. Akurat tego dnia jeszcze obchodzony był Dzień Dziecka w naszym ulubionym Parku Wodnym, więc dzieciaki wylosowały w loterii kilka drobiazgów i poszliśmy pływać.

Po dwóch godzinach spędzonych w wodzie, jak nietrudno zgadnąć, młodsze dzieci zasnęły w samochodzie, podczas 20 minutowej jazdy do domu.

Już w domu zjedliśmy (przygotowane dzień wcześniej i tylko odgrzane) posiłki i mieliśmy dosłownie chwilę na odpoczynek.

Około godziny 17:00 mieliśmy wszyscy jeszcze pójść na festyn rekreacyjno-sportowy, zorganizowany przez naszą OSP. Niestety – młodsze dzieci wymiękły i wolały zająć się zabawą na podwórku. Zaczynanie imprez o tak późnej porze ma swoje minusy. Poszedł tylko starszak z tatą.

Wrócili ponad dwie godziny później ze srebrnym medalem zdobytym w jednej z konkurencji i z wielkim pudłem nagród.

W tym czasie młodsze dzieci już leżały w łóżkach i słuchały czytanej bajki. Zresztą, starszaka nie trzeba było wcale namawiać do położenia się do łóżka.
Szczerze mówiąc, wszyscy byliśmy wykończeni. Zaraz po starszaku sama się wykąpałam i położyłam.

Dlatego właśnie niedziele zostawiamy sobie na regenerację.
A Ty? Jak spędzasz weekendy?

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.

  • Piękne macie soboty 🙂 Kiedy byłam mała, sobota zawsze była dniem sprzątania i mimo wszystko chciałabym wprowadzić ten system u siebie w domu. Ale nasza potrzeba odpoczynku jest zazwyczaj zbyt duża 😉

  • Bardzo fajna ta Wasza sobota 🙂 Ja uwielbiam w weekendy zająć się tylko sobą i rodziną. Najchętniej wtedy nie otwieram w ogóle komputera, chyba że wieczorem, gdy Młody już śpi, oglądam z Mężem serial. A teraz jest taka piękna pogoda, że nie sposób siedzieć w domu…

    • U nas też komputer pracuje tylko dla rozrywki w weekendy 🙂 Unikam social mediów e tym czasie. Na pracę też nie mamy z mężem siły 😉 I uwielbiamy nasze wyprawy. Już wkrótce relacja z kolejnej – z „podchodów z tatą” między innymi 😀