Naprawdę siedzisz sobie w domu?

with 13 komentarzy

Naprawdę siedzisz sobie w domu? Ja nie mam na to czasu…

Od dawna chciałam poruszyć ten temat, ale nie byłam pewna, czy jest on rzeczywiście potrzebny. Jednak po ostatnich konsultacjach stwierdzam z całą pewnością, że jest.

Dla jednych temat błahynic nie znaczący. Dla innych powód kłótni, żalu, goryczy, a nawet rozpadu związku.

“Siedzenie w domu”
Przyznaję, że jak słyszę to sformułowanie, to mam dreszcze i nudności. Nienawidzę go. A po licznych konsultacjach nienawidzę go jeszcze bardziej.

Dlaczego?

Bo samo określenie jest skrótem myślowym, który wdarł się do naszego języka jako określenie pracy wykonywanej w domu. Tak właśnie. Bo w domu się pracuje.

Często pytacie mnie jak nauczyć dzieci (albo męża) szacunku do swojej pracy. Kiedy pytam: jaka to praca?, czyli: czym się zajmujesz?, w dziewięciu na dziesięć przypadków słyszę “niczym właściwie. Siedzę w domu

I wtedy ciśnienie podnosi mi się do granic możliwości.

Jak chcesz nauczyć kogokolwiek szacunku do swojej pracy, jeśli sama jej nie szanujesz?

Jakich argumentów użyjesz w rozmowie z mężem jeśli sama mówisz, że siedzisz w domu i w zasadzie nic innego nie robisz?

Zacznijmy od początku.

Najpierw mąż.

Za zgodą Autorki zacytuję maila, którego dostałem jakiś czas temu, po publikacji tego filmu.  Prosiła o niepodawanie jej imienia, wiec zostanie Autorką maila.

magdalenarolnik.pl_drobne

“Nie wiem czy moje pytanie mieści się w tym, czym się zajmujesz, ale mam duży problem i nie wiem jak go rozwiązać.

Kilka lat temu, zanim urodziłam pierwsze dziecko, rozmawiałem z mężem i wspólnie podjęliśmy decyzję, że ja będę siedzieć w domu, a on będzie pracował na etacie i jeszcze po godzinach na zlecenie. Policzyliśmy budżet i uznaliśmy że nam wystarczy. Wszystko było ok. Potem urodziłam drugie dziecko i kasy było już mniej ale radziliśmy sobie. Ale od jakiegoś czasu mąż zablokował mi dostęp do kont. Wydziela mi gotówkę na życie, zakupy, rachunki… jest tego zdecydowanie za mało. Sam dla siebie z kolei kupuje coraz droższe gadżety.

Kiedy z nim próbuję rozmawiać, to mówi, że jemu wolno, bo on pracuje, a ja siedzę w domu.”

Ten temat często jest odmieniany przez różne przypadki. I nie zawsze dotyczy pieniędzy. Czasem chodzi o prawo do odpoczynku. Albo wyjścia, fryzjera, nowego gadżetu… albo o domowy podział obowiązków.

Jak nie dopuścić do takiej sytuacji w jakiej znalazła się Autorka maila?

Przede wszystkim, raz, na zawsze, wyrzucić ze słownika zwrot “siedzenie w domu”. Od tego zacznij. Jednocześnie sama zacznij szanować swoją pracę. Prowadzenie domu, dbanie o porządek, o zapłacone rachunki, o całokształt jest pracą. Nie wierzysz? Zastanów się na czym polega praca dyrektora hotelu.

Ale najtrudniejsza praca polega na wychowywaniu dzieci. Chyba nie muszę ci tłumaczyć jaka jest różnica między wychowywaniem a samym pilnowaniem/karmieniem/opieraniem itp dzieci.

Jeśli mimo to, twój mąż ma problem z szacunkiem do twojej pracy, pozwól mu, w ramach relaksu, “posiedzieć” w domu. Wykorzystaj jego wolny dzień i sama zrób sobie wolne, a jemu pozwól “posiedzieć” w domu z dziećmi. Nie będę ci tłumaczyć jak to zorganizować. Sama najlepiej znasz swojego męża.

Jeśli sama będziesz szanować swoją pracę oraz regularnie będziesz przypominać mężowi na czym polega zajmowanie się domem, nie dojdzie do sytuacji, w której znalazła się Autorka.

Dzieci też możesz nauczyć szacunku do tego, czym się zajmujesz.

magdalenarolnik.pl_sprzatanie

Pisałam o tym niejednokrotnie, ale będę pisać jeszcze. Włączaj dzieci w obowiązki domowe. Nie tłumacz. Pokazuj.

Wiem, że podłoga pomazana mopem przez dziecko nie jest umyta. Trudno. Ale dziecko po takiej podłodze nie przebiegnie w ubłoconych butach, a to już sukces.

Wiem, że sama w minutę załadujesz pranie do pralki. A z dzieckiem w godzinę. Ale pomyśl o tym, że za kilka (naście) lat twoje dziecko samo będzie ogarniać swoje pranie bez problemu – bez farbowania, bez problemów z chemią piorącą.

Wyrabiając w dziecku nawyki odkładania rzeczy na swoje miejsce, jest spora szansa (gwarancji ci jednak nie dam), że w okresie największego nastoletniego buntu, jego pokój będzie posprzątany.

Jeśli dziś będziesz pozwalać dzieciom pomagać przy gotowaniu, to kiedy dziecko wyprowadzi się z domu, nie będziesz się zamartwiać jego dietą.

A co jeśli już jest za późno?

Nigdy nie jest za późno.

Jeśli do tej pory izolowałaś męża od zajęć domowych i od opieki nad dziećmi – po prostu przestań to robić. Najpierw powoli. Zastaw go w domu na godzinę. Potem znów na godzinę…

Podobnie z dziećmi. Jeśli do tej pory nie pomagały w niczym, cały dzień robiły co chciały, a ty po 22:00 zaczynałaś sprzątać po całym dniu – przestań sprzątać w nocy. Pojedynczo proś dziecko o wyrzucenie papierka do kosza. O odłożenie kredek na miejsce. O sprzątnięcie jednej zabawki…

Małymi krokami. To najlepsza metoda. Dzięki temu twoja rodzina nie zauważy rewolucji i nie zdąży się zbuntować.

A ty będziesz spokojniejsza i będziesz miała więcej czasu dla siebie.

W końcu o to przecież chodzi, prawda?

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.

  • Izabela Kornet

    Mówisz podobnie jak moja Mama. Ona mnie tego uczy. Sama pracuję w domu (blog, event) i to, co słyszę czasami od ludzi o pracy w domu, po prostu mnie przerasta 😉

  • Kasia

    Zachowanie męża „autorki maila” nazywa się przemoc ekonomiczna i należy do kategorii przemoc domowa. Warto by było porozmawiać z osobą kompetentną w tej dziedzinie

    • Dziękuję Kasiu za zwrócenie uwagi na bardzo ważną rzecz.
      Tak, to jest forma przemocy. I ja nie mam kompetencji, aby się tematem zajmować, dlatego pomogłam Autorce znaleźć pomoc.
      Wiem, że wspólnie chodzą na terapię i ratują małżeństwo. I dlatego dopiero teraz Autorka zgodziła się na opublikowanie tego maila.
      Pozdrawiam!

    • @katarzynakraszewska:disqus to samo chciałam napisać. Bardzo poważna sprawa.

  • Dlatego trzeba mu często przypominać jak to jest 🙂
    Dziękuję za głos 🙂

  • Agnieszka Żak

    Oczywiście to jest wybór kobiety czy „siedzi w domu” czy pracuje na etacie. Ja przerabiałm wszystkie opcje i mam pytanie co z przyszłą emeryturą, co z niezależności finansową kobiety. Widziałam już wiele dramatów, gdzie coś się popsuło w związku, małżeństwie i nagle kobieta zostaje sama z dziećmi bez środków. Raz słyszałam o przykładzie, gdzie mąż prowadził firmę i ubezpieczyć żonę w ZUS i teraz ma emeryturę. Jestem ciekawa jak sobie radzicie z tym tematem, bo mi było ciężko odłożyć z okrojonego budżetu, gdy nie miałam mojego dochodu. Wczoraj poznałam koleżankę, gdzie ma ponad 40 lat i mąż mieszka sobie w mieszkaniu, a ona po rozstaniu mieszka w wnyjamowanym z czasów PRL z dziećmi.

    • To wszystko trzeba wziąć pod uwagę już w momencie podejmowania decyzji. Kiedy ja nie zarabiałam, jasne dla nas obojga było, że z każdego dochodu męża pieniądze odkładamy i na jego emeryturę i na moją. Tak samo było w odwrotnej sytuacji – kiedy on nie pracował przez jakiś czas. Ale ustaliliśmy to wspólnie. A w ZUS już dawno nie wierzymy.
      I masz absolutną rację – mnóstwo sytuacji jest takich, w których kobiety zostają z dziećmi same, bez środków do życia, bez oszczędności, bez miejsca do życia. Dlatego ciągle głośno mówię i piszę o tym, że zajmowanie się domem to też praca i że należy się za nią wynagrodzenie. Niekoniecznie takie fizyczne, że mąż przynosi gotówkę dla żony. Ale właśnie takie w formie zabezpieczenia na przyszłość. Będę jeszcze o tym pisać dużo. Bo temat jest bardzo, bardzo ważny.
      Dziękuję za Twój głos.

  • No tak. Kobieta w domu leży i pachnie. Co prawda są takie księżniczki też, ale… Najlepiej faceta zgonić do obowiązków domowych. Wtedy sam zobaczy, że to też wymaga czasu i siły, aby nie zarosnąć brudem 🙂

    • Zgadza się. W ten sposób nigdy nie zapyta „co robiłaś..?”, albo „dlaczego nie zrobiłaś…?” 🙂

  • Zawsze zastanawia mnie to, że kiedyś kobiety zajmowały się domem i był to ogólnie przyjęty sposób postępowania a dzisiaj, w czasach równości, praca poza domem w pewien sposób stała się obowiązkiem, jest jakiś przymus społeczny żeby „chodzić do pracy”. Jeżeli jakaś kobieta chce zostać w domu, często jest piętnowana. Są osoby, które marzą o karierze zawodowej ale są i takie, które przede wszystkim chcą zająć się domem, być blisko swoich dzieci, dbać o relacje w rodzinie, o to, żeby rodzice nie byli przemęczeni, zestresowani. Każdy ma swoje priorytety i takie wzajemne piętnowanie i pokazywanie jedynych słusznych wzorców postępowania jest bez sensu. A często ludzie nawet samym sobie nie pozwalają na elastyczność w wyborze drogi życiowej.
    Bardzo dobrze, że piszesz takie artykuły. To ważne, żeby pokazywać, że jest możliwe aby w życiu robić coś innego niż praca zawodowa (w której oczywiście nie widzę nic złego, tylko uważam, że poza nią jest jeszcze parę innych dróg).
    Może warto też pisać o tym co daje rodzinie i kobiecie fakt, że zajmuje się ona domem? I w jaki sposób kobieta pracująca w domu może się realizować, rozwijać, pracować (np. prowadząc własną firmę – teraz jest coraz więcej takich kobiet).

    • Dziękuję za Twoje spostrzeżenia.
      Zgadzam się całkowicie. Dziś czuć wyraźnie presję „pracy”, bo w domu to już nie wypada. A wg mnie to bzdura. Czasem zdarza mi się, że ktoś ma ochotę mnie pożałować, albo mną wstrząsnąć (zwykle ten, kto mnie nie zna i dowiaduje się, że mam troje dzieci i mieszkam na wsi). Wtedy oznajmiam, że jestem absolutną feministką i że ten styl życia jest moim WYBOREM. Zdziwienie towarzystwa sięga granic. Niedowierzanie też. Następny artykuł z tego cyklu będzie właśnie o feminizmie i o tym czym on właściwie jest.
      A o tym, że takie wybory są naprawdę dobre i że niosą wiele korzyści zdecydowanie warto pisać :). Zawsze 🙂
      Pozdrawiam!

  • Siedziałam cztery ( 2×2) lata z moimi dziećmi i żałuję, serdecznie żałuję, że tak szybko i na taki wymiar godzin wróciłam do pracy. Tez przerobiłam opinię, że tylko siedziałam.
    Bycie w domu to pełen etat. Ale jeszcze bardzo duzo czasu musi upłynąć, żeby zmieniła się świadomość w społeczeństwie. Zacząć można już teraz: wyeliminować slowo siedzę na rzecz zajmuję się:)

    • O właśnie. Moim ulubionym niegdyś słowem było „hausmanager”. Takie hamerykanske;)
      Chciałabym, aby kobiety faktycznie same podejmowały spokojnie tę decyzję – wracać na etat/biznes, czy zająć się domem. Ale w dzisiejszych czasach trudno o spokój dla takich rozważań. Bycie „kurą domową” jest passe…
      Pozdrawiam! <3