Jak zrealizować swoje postanowienia noworoczne? – tylko praktyczne wskazówki

with Brak komentarzy

Wielkimi krokami zbliża się maj. A w maju – moje urodziny. To zawsze jest czas, w którym robię pierwsze podsumowanie realizacji swoich planów noworocznych.

Zakładam, że Ty również, jak większość z nas, zaplanowałaś jakieś działania. Podjęłaś jakieś postanowienia. Być może zrobiłaś je bardzo rzetelnie, szczegółowo i konkretnie. Być może zapisałaś je na kartce, w zeszycie, w kalendarzu czy w pliku na swoim dysku komputerowym. Może masz je w telefonie, żeby codziennie do nich zaglądać i sobie przypominać. Jeśli tak – super! Jestem z Ciebie naprawdę dumna.

A jak wygląda sprawa realizacji tych postanowień? Czy nadal z wielkim zapałem je realizujesz, czy już tylko „na pół gwizdka”? A może w ogóle zrobiłaś sobie bliżej nieokreśloną przerwę?

A może na ten rok niczego nie planowałaś? Bo doświadczenie lat poprzednich nauczyło Cię, że to nie ma sensu. Większość planów po prostu jest niemożliwa do zrealizowania. Bo nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Często spotykam się z takim stwierdzeniem „nie planuję bo to mnie później tylko denerwuje na koniec roku, kiedy sprawdzam ile mi się nie udało osiągnąć”.

Wiele osób twierdzi, że nie można przewidzieć, co przyniesie życie, więc po co robić jakiekolwiek plany? Przyznaję szczerze, że doskonale rozumiem ten pogląd. Sama kiedyś głośno i wyraźnie, wszem i wobec go wygłaszałam. Planowałam na przykład „szczęśliwe życie”, albo „w tym roku będę żyć”.

Bez względu na to który przypadek ciebie dotyczy – nie martw się. Nie jesteś wyjątkiem. Wielu ludzi ma podobny problem. Dlatego chciałabym Ci pomóc.

Najpierw zastanówmy się dlaczego tak jest. Dlaczego odkładamy jakieś plany, marzenia, na bliżej nieokreślone „później”. Bo brak planowania, to także odkładanie.

Na podstawie moich własnych doświadczeń i obserwacji znalazłam cztery takie powody.

Po pierwsze – lubimy nagrody.

Nasz mózg jest tak skonstruowany, że lubi nagrody. Nie lubi natomiast zmartwień i wysiłku. Zapewne doskonale znasz ten schemat. Na przykład przyjemność ze zjedzonej czekolady podczas odchudzania jest w stanie na jakiś czas skutecznie zagłuszyć wyrzuty sumienia. To naprawdę proste. Zamartwianie się kaloriami zostało odsunięte dla chwili przyjemności.

Nasz mózg lubi drogi na skróty i lubi zadowalać się małą nagrodą. Mózg oczekuje nagrody tu i teraz.

Weźmy inny przykład. Załóżmy, że zaczynasz zarabiać na swojej pasji. Wkładasz w to całe serce i pojawiają się pierwsi klienci, a za nimi pierwsze pieniądze. I pojawia się ON – pierwszy wredny, upierdliwy pieniacz. Klient, którego zapamiętasz na zawsze, z racji tego, że jest pierwszy. Paskudny charakter. I właśnie on składa nieuzasadnioną reklamację. Wiesz, że reklamacja jest bezzasadna i ma na celu tylko zrobienie ci na złość. Niestety, tacy ludzie się zdarzają. Trudno.

Twoim zadaniem teraz jest wykonanie krótkiego, stanowczego telefonu. Wystarczy zadzwonić i poinformować klienta, że reklamacja jest bezzasadna i że jej nie uznajesz. Niby proste, prawda?

Ale twój mózg uważa zupełnie inaczej. Od razu podsuwa ci łatwiejsze rozwiązanie – odłożenie tego działania na bliżej nieokreśloną przyszłość. No bo co będzie, jeśli mimo wszystko dasz się sprowokować i podejmiesz dyskusję z klientem? A on ci wtedy naubliża? Albo wręcz zmusi do zmiany decyzji? Nie, nie. Tego twój mózg nie lubi. Dlatego woli odłożyć tę rozmowę na później. A teraz zyskuje nagrodę – spokój. Chociaż na chwilę.

I choć logicznie myśląc – większy spokój, a zatem większą nagrodę, uzyskałabyś podejmując jednak to działanie i mając to za sobą, to jednak twój mózg woli zadowolić się mniejszą nagrodą ale osiągalną już teraz, w tej chwili.

A klient? Poczeka. W ostateczności nie wykonasz tego telefonu i dla świętego spokoju zwrócisz mu pieniądze. Sprawa będzie załatwiona, ale twoje skrzydła zostaną podcięte. Bo poddasz się manipulacji i stracisz z takim trudem zarobione pieniądze. Ale tym już twój mózg się nie przejmuje. Ważne, że teraz ma spokój.

Innym, dobrze obrazującym ten mechanizm przykładem jest nieszczęsne odchudzanie. W pewnym momencie życia chyba każda z nas zaczyna myśleć o zgubieniu kilku kilogramów. Ale odchudzanie wiąże się z wysiłkiem. Często również z rezygnacją z pewnych przyjemności. A nasz mózg bardzo tego nie lubi. Dlatego to właśnie takie trudne.

Załóżmy więc, że chcesz w tym roku schudnąć 5 kg. Postanowiłaś zacząć od pierwszego stycznia. Ale tego dnia było święto. Zresztą, i tak byłaś zmęczona po sylwestrowym szaleństwie. O ćwiczeniach nie było mowy. O diecie również. Jakoś tak wyszło, że zjadłaś świąteczny obiad.

No dobra, to może od drugiego stycznia. Dieta poszła w ruch. Ale ćwiczenia… może od trzeciego?

W końcu zaskoczyłaś. Przez cały tydzień ćwiczyłaś i dzielnie trzymałaś się założonej diety. Po tygodniu weszłaś na wagę… a tam nic. To samo. Nie ma nagrody.

Twojemu mózgowi to się bardzo nie podoba. Dlatego od kolejnego dnia jeszcze ciężej jest ci zabrać się za ćwiczenia. Bo ćwiczenia są męczące i nie dają nagrody. A jakby tak dziś odpuścić? Przynajmniej odpoczniesz. Nie zmęczysz się. A to już nagroda sama w sobie. Świetna perspektywa, prawda? Po kilku takich dniach jeszcze ciężej jest utrzymać dietę. Aż w końcu przychodzi taka myśl, że teraz jest karnawał, a do końca roku daleko, to może tym odchudzaniem zajmiesz się później? Może na wiosnę, jak będą świeże warzywa? No dobra – na wiosnę są drogie. To może latem?

Oczywiście latem mózg wyszuka inne wymówki, żeby przesunąć działania na jesień. Jesienią też znajdzie się coś ważniejszego. Aż w końcu przyjdzie kolejny Nowy Rok i po raz kolejny będziesz planowała odchudzania. Albo już nie będziesz planowała, skoro i tak nie wychodzi…

Drugim powodem odwlekania planów jest przerażenie ich wielkością.

To był zawsze mój największy problem. Nie umiałam podzielić swoich celów na etapy, potem na projekty, aż wreszcie na zadania. Aż wreszcie z pomocą przyszła mi wyobraźnia.

Wyobraziłam sobie swój cel jako pyszny tort czekoladowy, który mam zjeść. Kiedy pomyślałam, że mam go zjeść całego naraz – od razu mnie zemdliło. Pomimo, że lubię torty czekoladowe. Całego nie dałabym rady.

Często tak jest z celami. Kiedy masz przed sobą coś naprawdę wielkiego – odkładasz to na później. Na kiedyś. W przyszłości. Jak już nic innego nie będziesz miała do zrobienia, żeby móc zająć się tylko swoim wielkim marzeniem.

Ale w życiu nigdy nie zdarza się tak, że nic innego się nie dzieje. Zawsze coś staje ci na drodze. A to brak prądu, a to śmierć w rodzinie, a to ból zęba, czy jakiś inny super projekt, albo chore dziecko, albo śnieżyca… I odsuwasz swoje marzenie na dalszy plan. Bo jest za wielkie, żeby dźwignąć jego realizację razem z innymi rzeczami.

Mnie z pomocą wtedy przyszedł cytat – nie pamiętam gdzie najpierw go przeczytałam „zrób jeden, najmniejszy , pierwszy krok, który przybliży cię do celu”.

Wracając do mojego wyobrażenia tortu – no tak. Całego tortu naraz nie zjem. Ale jeśli będę go codziennie wyciągać z lodówki i zjadać po jednej, małej łyżeczce – w końcu go zjem. No więc traktowałam swoje marzenia jak torty zjadane łyżeczką, codziennie po małym kawałku.

Szybko okazało się, że takie rozwiązanie również nie jest idealne. No bo w ten sposób najpierw zjadałam krem i wisienki, a potem resztę, aż na koniec zostawał wysuszony biszkopt. I zjadanie go codziennie po kawałeczku zaczynało wzbudzać we mnie odrazę. Odrazę do mojego własnego marzenia. I to w momencie, kiedy byłam już naprawdę blisko celu.

Dopiero wtedy zrozumiałam, że najlepszym rozwiązaniem, jest rozwiązanie najprostsze, stosowane z powodzeniem przez miliony ludzi na świecie. Wystarczy ten tort pokroić na kawałki. Najpierw cztery, potem osiem, potem szesnaście itd. Dopiero później można wyjąć taki jeden trójkącik i zjadać go po kawałku łyżeczką.

Tak, wiem – to jest oczywiste. Ale czasami naprawdę trudno jest nam odkryć coś, co powinno być jasne od samego początku.

My, ludzie, jako istoty myślące, uwielbiamy sobie komplikować życie. Ciągle próbujemy odkrywać koło na nowo. A powinniśmy z radością i pokorą przyjąć fakt, że to, co już zostało wynalezione, czeka. Możemy to wziąć i wykorzystać. Nie twierdzę absolutnie, że wymyślono już wszystko. Nie. Sama z niecierpliwością czekam na każdy przedmiot, który ułatwi mi pracę. Ale mam również świadomość, że to, co już mam, jest wystarczająco dobre dla mnie. Wystarczy nauczyć się z tego korzystać.

Ale już wracam do mojego tortu. Odkąd dzielę swoje cele na etapy, a każdy etap na maleńkie zadania, jest mi o wiele łatwiej. Realizuję marzenia po kolei. Nie czuję presji, nie jestem przy tym sfrustrowana. Choć czasem mam przed sobą zadanie, którego nie lubię, to jednak jestem w stanie je zrealizować w zaplanowanym czasie, bo wiem, że następne zadanie jest o niebo przyjemniejsze.

Jeśli zatem masz cele, które wydają ci się ogromne i nie do przerobienia – podziel je na mniejsze. A przestaniesz odkładać je w nieskończoność. W końcu to twoje marzenia i nic nie powinno ci przeszkadzać w ich realizacji. Ani śnieżyca, ani choroba, ani żaden serial.

Kolejnym powodem, dla którego możesz odkładać realizację marzeń jest to, że… to nie są twoje marzenia.

Może się to wydawać głupie, ale proszę, poświęć chwilę i zastanów się nad każdym ze swoich planów. Czy to naprawdę twoje marzenie? Twój cel?

Wróćmy może do odchudzania. Wiem, że to nudne, ale wydaje mi się, że ten przykład najlepiej zobrazuje przypadek nie twojego celu.

Załóżmy, że Ania ma wzrost 160 cm i waży 64 kg. Jej BMI wynosi 25, czyli jest w normie. Ania świetnie się czuje ze swoim ciałem. Uważa, że jest w sam raz. Pewnego dnia odwiedziła przyjaciółkę – ubrana była w obcisłą sukienkę za kolano. Przyjaciółka spojrzała na nią krytycznie i zapytała, czy Ania przytyła. Nie, Ania nie przytyła ani nie schudła.

Innego dnia włożyła obcisłe jeansy i top – tuż nad linią pasa utworzyły się fałdki. Mama zapytała Anię, czy przytyła. Nie, Ania znów nie przytyła.

Po kilku kolejnych takich uwagach od mamy i przyjaciółki Ania uznała, że jest gruba i musi schudnąć.

Wpisała to jako punkt pierwszy na swoją listę noworocznych postanowień i… zaczęła odwlekać w nieskończoność. Dlaczego? Bo Ania naprawdę świetnie się czuła w swoim ciele i sama nie uważała, że jest gruba. Dała to sobie wmówić. Tak naprawdę bardziej przydałaby się jej porada stylistki, a nie odchudzanie.

Bardzo często jest tak, że dajemy sobie wmówić pewne rzeczy. Przyjmujemy zdanie innych jako swoje marzenia.

Spójrz na swoją listę postanowień noworocznych. Ile z nich jest tam wpisanych tylko dlatego, że wielokrotnie usłyszałaś, że jesteś za gruba, za chuda, zbyt zielona, za stara, za młoda, że matce/kobiecie/pannie czegoś nie wypada, że za mało zarabiasz, że jesteś nie dość dobra, że jesteś nie dość ruda, albo masz zbyt zielone oczy?

Przeanalizuj wszystko na spokojnie. Zaparz sobie dobrą herbatę, zadbaj o chwilę spokoju i przejrzyj się w swoich planach jak w lustrze.

Czy to naprawdę ty? A może to ktoś, kogo chciałby widzieć twój szef/ twój mąż/ twoja mama/ twoja przyjaciółka? Jeśli na twojej liście są takie punkty – wykreśl je od razu i nigdy do nich nie wracaj. Szkoda czasu. I tak będziesz je odwlekać, a za tym pójdzie frustracja i niezadowolenia.

Znów okażesz się nie dość dobra dla kogoś. Czas zacząć myśleć o sobie i zastanowić się nad swoimi marzeniami. Może zamiast skupiać się na tym, żeby więcej zarabiać, bo tak wypada, czas skupić się na nauce języka włoskiego, bo zawsze o tym marzyłaś? Albo zaplanować podróż dookoła świata lub do dżungli…

Nie wiem kim jesteś, jakie są Twoje marzenia, ale Ty sama powinnaś to wiedzieć. Co powoduje że zaczynasz szybciej oddychać, nabierasz rumieńców i zaczynasz opowiadać w kółko, nawet kilka godzin? Czy jest to na twojej liście?

Dopiero czwarty, ostatni powód, dla którego przesuwamy realizację swoich marzeń w nieskończoność jest lenistwo.

Lenistwo. Ulubione słowo rodziców i nauczycieli. Odwlekasz, bo jesteś leniwa. Nie zrobiłaś zadania domowego, bo jesteś leniwa. Nie ćwiczysz codziennie, bo jesteś leniwa.

Bardzo łatwo jest przypiąć komuś taką łatkę. A tak naprawdę w moim życiu spotkałam niewiele leniwych osób.

Zresztą, sama do niedawna się do nich zaliczałam. Uważałam, że jestem leniwa. Bo nie zrobiłam wielu rzeczy. Bo mi się nie chciało.

Dopiero intensywna praca nad sobą wyjaśniła mi, że to wcale nie jest takie proste. Już sam fakt, że podjęłam się tej pracy, że nie odpuściłam, kiedy było naprawdę trudno, świadczy o tym, że moje własne przekonanie o moim lenistwie było błędne. Bo praca nad sobą to często przepracowanie wielu bolesnych tematów. Rozdrapanie starych ran po to, by cierpienia przeżyć na nowo, a potem pozwolić im się zabliźnić i odejść w niepamięć. To długi i trudny proces, ale naprawdę warto go przejść.

Dlatego ty również nie pozwól sobie nigdy wmówić, że jesteś leniwa.

Najpierw zastanów się nad tym sama. Pomyśl i szczerze się sobie przyznaj dlaczego odwlekasz niektóre rzeczy. Może dlatego, że się ich boisz? Może dlatego, że są zbyt wielkie? Albo dlatego, że w ogóle cię nie interesują? Może nie umiesz się zorganizować i nie wiesz gdzie szukać pomocy? A może dlatego, że po prostu jesteś przemęczona i naprawdę, ale to naprawdę potrzebujesz odpoczynku? Jakichś wakacji, choć na kilka dni? Jeśli tak – wykreśl na zawsze lenistwo ze swojego spisu cech.

Moim zdaniem, jeśli czytasz ten i inne artykuły – możesz od razu wykreślić lenistwo. Bo osoba leniwa nie szuka rozwiązań. Przyjmuje wszystko takie jakie jest i nic z tym nie robi. A ty kreujesz swoją rzeczywistość. Swój świat. Swoje życie.

A teraz, bardzo Cię proszę, zajrzyj ponownie na listę swoich planów noworocznych. Jeśli ich nie zrobiłaś, nie szkodzi – weź czystą kartkę i coś do pisania.

I bogatsza o wiedzę, którą właśnie dostałaś w tym artykule, sporządź jeszcze raz swoje cele. Zastanów się dokładnie, czy na pewno są Twoje.

Podziel je na mniejsze części. Po każdym etapie ustal sobie nagrodę. Kiedy Twój mózg będzie ci podsuwał łatwiejsze rozwiązanie i natychmiastową nagrodę w postaci krótkiego odpoczynku lub chwili spokoju – miej na uwadze większą nagrodę, którą sama sobie wybierzesz. Bardziej atrakcyjną.

W końcu to Ty jesteś panią swojego mózgu. To Ty sama możesz podjąć działanie wbrew jego sugestiom. To Twoje marzenie realizujesz. Nie pozwól sobie wmówić, że Twoje marzenie jest dziwne, głupie, beznadziejne. Nie pozwól sobie wmówić, że Ty jesteś beznadziejna, zbyt wysoka albo nie dość ruda.

Skup się całkowicie na swoich planach i na sobie. Zaplanuj swoje życie. A potem zacznij te plany realizować. Po kolei. Jakbyś zjadała tort czekoladowy – codziennie następny trójkącik. I nie martw się, że pierwszy dzień stycznia już minął. To dzień jak każdy inny. W każdej chwili możesz podjąć decyzję o realizacji swoich planów. Każdy dzień jest na to dobry. Dzisiejszy również.

Powodzenia!

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.