Idź w cholerę z tą całą wielozadaniowością

with Brak komentarzy

Dziś nie mam siły. A to oznacza, że nie będzie słodzenia. Jeśli oczekujesz, że Cię pogłaskam po główce… to przestań czytać. Dziś wylewam żale. A wszystko rozbije się o tą cholerną wielozadaniowość, do której podobno „jesteśmy stworzone”.

Dzień, jakich wiele – wstaję niewyspana z powodu nocnych wędrówek któregoś z dzieci. Potem resztki energii zużywam na zorganizowanie śniadania. O reszcie dnia wolę jeszcze nie myśleć. Bo te dni są bardzo podobne. Szkoła/przedszkole – zawieźć, przywieźć. W międzyczasie pozałatwiać kilka rzeczy – wizyta w urzędzie, albo którejś poradni, doszkolenie się w kwestiach terapii dzieci, albo wizyta z książką w przedszkolu, zakupy, ogarnięcie domu, przygotowanie obiadu. A właściwie dwóch albo trzech (zaburzenia odżywiania u chłopców, córka je to, co dorośli). Potem prawdziwa wojna obiadowa (te nieszczęsne zaburzenia). Odrabianie lekcji, zabawa, terapia, zajęcia dodatkowe. Zwykle różne dzieci, w różnych miejscach, o różnych godzinach. A zatem logistyka – level hard. Potem kolacja – trzeba znów walczyć. Na szczęście już mąż jest w domu, więc jest łatwiej. Prysznice i kolejna walka z zaburzeniami. Jedno dziecko trzeba wsadzić pod prysznic niemal siłą, a drugie niemal siłą wyciągnąć. Na szczęście trzecie w tym zakresie jest bezproblemowe. Wspólne czytanie, jakieś ogólne rozmowy. W piątki, zwykle, na rozpoczęcie weekendu, film.

W takie wieczory po prostu już nie wiem jak się nazywam. Jak żyję. Czym żyję. Kim jestem. Marzę już tylko o tym, żeby położyć się spać…

Mimo to, również w takie dni znajduję czas na bloga (choćby po to, żeby odpowiedzieć na komentarze, albo napisać kilka linijek artykułu), albo choćby na fb – jestem na swojej Grupie, na fanpage…

Dziś mówię BASTA!

Nie jestem robotem i nie jestem w stanie być mamą, sekretarką, terapeutką, kierowcą, żandarmem, kucharką, sprzątaczką, nauczycielem, logistykiem, pielęgniarką, opiekunką, świetnym kompanem do zabawy jednocześnie, zawsze i na pełnych obrotach. Jestem mamą. Jestem człowiekiem. Tak samo jak moje dzieci. Potrzebuję czasu dla siebie. Potrzebuję odpoczynku.

Nie zawsze mam siłę na zabawę z dziećmi. Czasem je zbywam. Włączam telewizor. Albo komputer. Nie na cały dzień, ale na tyle, żeby odpocząć. Odsapnąć. Żeby przez chwilę ich nie słuchać. Zwłaszcza, kiedy któreś jest chore i wtedy jego zaburzenia się potęgują.

Nie jestem maszyną odartą z uczuć. Czasem, a właściwie dość często się męczę. Często coś mnie boli. Nawet nie fizycznie, ale duchowo.

Jedną z dominujących cech u autystyków jest szczerość. Fajnie, że moje dzieci nie kłamią. Gorzej, kiedy mówią mi wprost – źle wyglądasz. Albo – przytyłaś. Mimo, że znam swoje dzieci i ciągle uczę się tego, co im dolega, akceptuję i kocham całym sercem… nie potrafię przejść obok tego obojętnie.

Dlaczego Ci to wszystko piszę?

Bo coś niesamowitego ostatnio do mnie dotarło.

Zawsze w ciągu dnia znajduję chwilę na odpoczynek. Czasem to jest 15 minut. Czasem mniej, czasem więcej. A mimo to, moja trzyletnia córka narysowała taki oto rysunek:Tak widzi mamę. Chłopcy widzą mnie podobnie.

Mama ma milion rąk, robi wszystko – smaży, odkurza, zawozi, organizuje, dekoruje… w jednej dłoni nawet młotek mam. A mimo to jestem uśmiechnięta od ucha do ucha.

Moje dzieci widzą mnie ciągle na pełnych obrotach.

A przecież nie zawsze tak jest! Nie jestem ciągle w ruchu.

Czyżbym za mało odpoczywała na ich oczach?

Czy naprawdę chcę, żeby moja córka tak zapamiętała obraz matki? I… powieliła go za kilka lat?

NIE!

Nie zawsze muszę mieć czas i siłę na wszystko. Czasem muszę wybierać to, co jest dla mnie priorytetem. A zawsze priorytetem jestem najpierw ja, potem dzieci, potem blog i moje fantastyczne czytelniczki.

Nie, nie jestem wyrodną matką stawiając siebie na pierwszym miejscu. Gdybym nie zadbała o siebie, o swój odpoczynek i reset, nie wiem czy dałabym radę z popołudniowymi obowiązkami. Jest bardzo prawdopodobne, że zasnęłabym za kierownicą. Wtedy ucierpiałabym nie tylko ja, ale i moje dzieci, i możliwe, że także ktoś obcy. A tego nie chcę. Naprawdę. Dlatego zawsze dbam o to, żeby odpocząć.

Od dziś będę dbała o to, żeby moje dzieci WIDZIAŁY, że ja odpoczywam.

Po co to wszystko piszę?

Żebyś wiedziała, że każda z nas ma swoje słabości. Ma gorsze dni. Czasem tygodnie, albo nawet miesiące. Że nie ma matek idealnych. Nie ma kobiet idealnych.

Każda z nas popełnia błędy. Ja popełniłam tyle błędów wychowawczych, że nawet ciężko mi to ogarnąć. Ale je naprawiam, poprawiam, łatam, co się da.

Bycie mamą nie jest łatwe. Mamą trójki dzieci, w tym dwójki niepełnosprawnych.

Ale nie tylko mnie nie jest łatwo.

Bycie mamą jednego, zdrowego dziecka też nie jest łatwe.

Byłam tam, wiem jak to jest. Jak ciężko przywyknąć do tego, że od tej pory o Twoim wolnym czasie decyduje maleńki człowiek, który niczego nie rozumie, ale wszystko czuje. On decyduje o wszystkim – o tym czy pijesz ciepłą, czy zimną kawę (czy w ogóle pijesz kawę, czy np. musisz ją odstawić, bo małemu szkodzi…), co jesz, kiedy, w jakich okolicznościach… To wcale nie jest łatwe.

Tym bardziej kiedy masz dostęp do internetu.

A tam? Milion pięknych, uśmiechniętych kobiet, które piszą na blogach, czy w social mediach, jak to cudownie jest być mamą. Jak to teraz się realizują. Jakie ich życie jest zawsze idealne i poukładane.

Moje życie nie jest ani idealne, ani poukładane. Choć teoretycznie powinno takie być. W końcu autystycy kochają rutynę, prawda? No, kochają. W naszym domu od dawna rządzi rutyna. Nie raz o tym pisałam. Ale to wcale nie oznacza, że codziennie rano, rutynowo, wstajemy uśmiechnięci, pięknie ubrani, w pełnym makijażu (znaczy – ja w pełnym makijażu, bo mąż i dzieciaki to raczej niekoniecznie). Wcale to nie znaczy, że zawsze mamy wylizaną podłogę, choć dzięki temu, że sprzątam regularnie, nie mam bałaganu. Ale kiedy sprzątam, omijam na przykład burka chłopców. A tam czasem wygląda jak po wybuchu bomby…

Rutyna w domu wcale nie oznacza, że jest nudno. O nie! Co to, to nie! Jedyne, czego nam w domu brakuje, to nudy. A, no i skandynawskiego wystroju wnętrz.

Bo daleko nam do Skandynawii. A rutynowo to na przykład – nie sprzątam w sobotę. Nie sprzątam biurek dzieci i ich kącików zabaw. Od dziś nie robię też wielu innych rzeczy. Na przykład nie wypełniam dzieciom czasu popołudniami na 100%. Za to bardziej zadbam o siebie i swój wypoczynek. O swoje pasje i swoje marzenia.

I Tobie radzę to samo.

Bo ja wiem, że my, kobiety, wielozadaniowość mamy wpisaną w geny. Że potrafimy robić wiele rzeczy jednocześnie. Wyglądamy często tak, jak kobieta na rysunku, który specjalnie dla mnie zrobiła Anna :

Oczywiście, że to potrafimy! Ja, Ty… każda z nas. Ale to, że potrafimy, nie znaczy, że powinnyśmy to robić cały czas. Tak, wiem. Jak mąż/dziecko jest chore, to trzeba, bo inaczej się nie da. Ale do cholery – nie traktuj tego jako normy!

To tak, jak z pracą, albo pisaniem bloga w nocy. Oczywiście, że można zarwać noc. A potem w miarę dobrze funkcjonować. I nic się nie dzieje, kiedy zarywasz jedną, no, może dwie noce. Ale całe życie tak się nie da. Organizm upomni się o swoje. I w najmniej odpowiednim momencie padniesz ze zmęczenia.

Podobnie z wielozadaniowością. Możesz robić wszystko naraz. Ale nie przez całe życie. W końcu twoje doskonałe ciało, ten mechanizm, który funkcjonuje bez zarzutu – zacznie zawodzić. Zaczniesz chorować. I będziesz musiała zwolnić. A wtedy będzie to dla Ciebie o wiele trudniejsze, niż teraz.

Zwolnij. Odpocznij. Zadbaj o siebie.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.