DIY – garaż czteropoziomowy, czyli jak zająć dzieci, kiedy jest duży mróz, albo pada…

with Brak komentarzy

Mamo, chcę garaż taki z windą i żeby dużo samochodów tam zaparkowało.

Takim garażem mój pięcioletni syn bawił się podczas pobytu w szpitalu. Nowa zabawka kosztuje trochę ponad 100 zł. Używana – połowę mniej. Nie są to ogromne pieniądze, ale z drugiej strony – znam lepsze możliwości na ich wydanie niż zakup zabawki, która będzie atrakcyjna przez kilka dni, a potem będzie przeszkadzać z racji swoich gabarytów. 

Co prawda stosuję rotację zabawek (inaczej nie miałabym miejsca na nic innego w domu), ale mimo wszystko jakoś nie podobał mi się ten zakup.

Dobrze, zróbmy taki.

Mój syn przyjrzał mi się zaciekawionym wzrokiem, jakby chciał wybadać, czy mówię poważnie, czy żartuję. Było to dość istotne, ponieważ on bardzo lubi budować, wymyślać i konstruować różne rzeczy. Nie żartowałam. Aż podskoczył z radości.

Pozbieraliśmy pomocników, materiały i zabraliśmy się do pracy.

Najpierw powstał projekt:

Następnie zebraliśmy materiały. Ponieważ ze szpitala wyszliśmy w Sylwestra około 17:00, to na kolację sylwestrową udało nam się kupić tylko pizzę. Na szczęście zostały nam pudełka. Karton po mleku to świetny budulec – wykorzystujemy je w naprawdę wielu wspólnych projektach.

Najpierw, przy pomocy kleju na gorąco (pod nadzorem dorosłych oczywiście) skleiliśmy wszystkie poziomy Całość została wzmocniona srebrną taśmą.

Potem zajęliśmy się szybem windowym – z kartonu po mleku. To akurat było łatwe. Ale sama winda to było nie lada wyzwanie. W końcu postanowiliśmy zrobić ze starego, ale bardzo mocnego tekturowego pudełka.

Mimo, że pudełko było sztywne, całość wzmocniliśmy jeszcze patykiem przyklejonym niezawodnym klejem na gorąco.

 

Tak wzmocniona winda została poprawnie zamontowana w odpowiednim miejscu.

Potem wróciliśmy do samego garażu. Z innego kawałka kartonu przygotowaliśmy zjazd. Zamocowaliśmy go po stroniem gdzie nie było ścian. Zjazd dostał też barierkę z innego paska kartonu. Taką samą barierkę zamocowaliśmy na najwyższym poziomie garażu. Całość była klejona klejem na gorąco i wzmacniana srebrną taśmą.

Przyszedł czas na połączenie obu części. W kartonie po mleku z jednej strony wycięliśmy wjazd. Z drugiej – cztery wyjazdy na odpowiednich poziomach. W pudełkach po pizzy wycięliśmy analogowe otwory. Całość skleiliśmy robiąc „mostki”. Karton po mleku zyskał dodatkowe wzmocnienie z innego kartonu. Dostał też dach.

Pierwsze testy samochodowe wyszły idealnie – zabawka spełniała swoją funkcję. Można było iść spać i resztę dokończyć następnego dnia.

Następnego dnia całość dokładnie okleiliśmy taśmą malarską, żeby łatwiej się malowało.

Ostatnia czynność, jaką robiły dzieci, to było malowanie całości.

Ponieważ najmłodsza córka też cały czas brała czynny udział w pracach, w nagrodę dostała jedną ścianę – mogła wybrać kolor. To, że wybrała różowy nie było żadnym zaskoczeniem…

 

Kiedy farby wyschły, a dzieci spały, razem z mężem polakierowaliśmy całość, żeby jeszcze wzmocnić trwałość zabawki. Następnego dnia rano dzieci mogły się bawić. Chłopcy bawili się tak dobrze, że ciężko było mi zrobić zdjęcie, żeby im nie przeszkadzać.

 

Całość zajęła nam dwa dni. Pracowało pięć osób. Garaż nie jest idealnie równy, Z perspektywy czasu wiem, że powinniśmy włożyć dodatkowe arkusze kartonu pomiędzy pudełka po pizzy. Ale to nie ma znaczenia. Ważne jest to, że cała trójka dzieci miały frajdę przez dwa dni robienia zabawki. A potem jeszcze cztery tygodnie radości z zabawy czymś, co same stworzyły. Garaż ma już ponad miesiąc i ciągle jest w użyciu. Nie jest za bardzo zniszczony, ani się nie rozleciał przy intensywnym użytkowaniu. Jesteśmy z siebie dumni.

To mój pierwszy taki wpis. W zasadzie to nie wiem dlaczego, ponieważ tworzymy wiele rzeczy z naszymi dziećmi. Jeśli Ci się podoba, jeśli chcesz zobaczyć jakie inne zabawki robimy własnoręcznie – daj znać w komentarzu.

 

 

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.