3 zasady, dzięki którym macierzyństwo będzie piękniejsze

with Brak komentarzy

Często, kiedy rozmawiam z młodymi mamami, słyszę, że dla nich to dziecko jest najważniejsze. Ich potrzeby, ani marzenia się nie liczą, “bo dziecko”.

Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy to rzeczywiście dziecko jest najważniejsze na świecie?

Tak dla jasności – jak wiesz, mam troje dzieci tu, w tym dwoje niepełnosprawnych, jedno czeka na mnie gdzieś tam po drugiej stronie. Kocham swoje dzieci i bez mrugnięcia okiem oddałabym za nie życie. Ale chciałabym poruszyć ten temat trochę inaczej. Nie chodzi o sytuacje ekstremalne, a o codzienne życie. O taką rzeczywistość, którą niektórzy nazywają “szarą”. Choć ja uważam, że jeśli ma się dzieci, to nigdy szaro nie jest.

Jak taka codzienność wygląda u wielu kobiet?

Dziecko jest najważniejsze, więc dziecku podporządkowany jest cały dzień. Kiedy dziecko budzi się rano (a mama ledwo żywa zwleka się z łóżka), najpierw zaspokajane są jego potrzeby. Toaleta/pielucha (w zależności od wieku dziecka), śniadanie, zabawa. Drugie śniadanie, zabawa, drzemka. Kiedy dziecko śpi (o ile jeszcze ma drzemki), mama na paluszkach, po cichutku robi wszystko na raz – sprząta, pierze, gotuje… Czasem zje resztki ze śniadania dziecka. Czasem zrobi sobie kawę, którą znajdzie wieczorem.meczace sprzatanie

Kiedy dziecko wstaje wypoczęte, mama jest ledwo żywa. Ale znów podporządkowuje się dziecku. Do wieczora. Wieczorem jeszcze rytuały dziecka i spokojny sen. A mama? Porządki po drugiej połowie dnia, resztki z obiadu/kolacji i… pada. Rano, kiedy dziecko wstaje pełne energii, ona znów ledwo żywa zwleka się z łóżka.

To oczywiście wielkie uproszczenie. Ogromne wręcz. Ale powstało na podstawie rozmów z wieloma kobietami. Nawet jeśli dziecko jest większe, albo w domu jest ich dwoje/troje, to i tak sytuacja wygląda podobnie.

W efekcie bycie mamą wielu kobietom kojarzy się bardzo źle. Z wielkim poświęceniem. Z ciągłym zmęczeniem, poczuciem krzywdy, niezrozumienia…

Jeśli do całej sytuacji dołożymy choć cień krytyki, mama jest bliska załamania. Każde słowo odbiera jak nóż wbijany prosto w serce. Albo plecy. Nie wiem co gorsze.

I to wcale nie musi być jakaś straszna tyrada pod adresem mamy. Wystarczy, że ktoś (jej mama, koleżanka, lub, nie daj Boże – teściowa) wpadnie z wizytą i powie jedno, krótkie zdanie, w dodatku proponując pomoc…. Na przykład “umyć ci okna?”. I się zaczyna.

Intencje osoby przychodzącej z pomocą są czyste. Wie, że masz dziecko, że jesteś zmęczona, że masz problem z czasem, więc proponuje ci pomoc. Po prostu. A co w tej sytuacji słyszy mama? “jesteś niezorganizowaną fleją i nie radzisz sobie z podstawowymi obowiązkami”.

Albo wpada koleżanka na kawę, a mama nie ma cukru. No to koleżanka spontanicznie i całkiem pozytywnie proponuje “to ja pójdę do sklepiku na parterze bloku i kupię”. Jej intencje są czyste – mama nie ma czasu, jest zmęczona i zabiegana. A co słyszy mama? Nie, chyba nie chcę tego pisać. Ale doskonale to wiesz, prawda?

Osobnym tematem jeszcze jest kwestia porozumienia z mężem. Wszystkie doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że mężczyźni są co najmniej inni. W ogóle nie z tej planety. Niczego nie rozumieją i nie da się z nimi w żaden sposób dogadać. No, może przesadziłam – da się na dwa sposoby – jeden w kuchni, a jeden w sypialni. Ale kiedy taka mama naprawdę jest ledwo żywa, bo całą siebie podporządkowuje dziecku, to nie ma ani czasu, ani siły, ani nawet ochoty na żaden z tych sposobów. Idealnie by wtedy było, żeby facet po prostu w końcu zrozumiał, że ma czytać w myślach. Albo żeby po prostu zaczął to robić. Ale on jakiś taki oporny jest… No i zaczynają się konflikty o byle co. I coraz większe spięcia. Oczywiście dziecko, które nadal jest najważniejsze, doskonale czuje napiętą atmosferę w domu. Nawet jeśli będziecie się kłócić za zamkniętymi drzwiami, dziecko będzie wiedziało, że coś jest nie tak. A wtedy samo będzie marudne. A kiedy dziecko będzie marudne, mama będzie miała wrażenie, że powinna się nim opiekować bardziej, że gdzieś po drodze nawala i wręcz musi bardziej się starać. Biorąc pod uwagę fakt, że żyje w ciągłym napięciu i zmęczeniu, wszędzie dopatruje się krytyki i czuje się ciągle winna, naprawdę rozumiem to, że macierzyństwo ją przytłacza. Że nie ma siły.

A w dodatku ciągle się uśmiecha, bo zewsząd oczekuje się od niej, że będzie szczęśliwą mamą. Na instagramie i na facebooku i jeszcze innych blogach widzi zdjęcia ślicznych, uśmiechniętych bobasów ze swoimi jeszcze bardziej uśmiechniętymi mamami, które piszą i mówią o tym jakie to macierzyństwo jest cudowne, jakie są szczęśliwe i jak im dobrze na świecie…

I tak faktycznie może być, pod warunkiem, że przestrzegasz kilku zasad. Bo macierzyństwo jest piękne. I daje szczęście. Ale trzeba się pewnych rzeczy nauczyć.

Po pierwsze – nie ufaj reklamom.

Ani tym w telewizji, ani tym na mediach społecznościowych. Reklamy wypaczają rzeczywistość. Zawsze. Zapomnij więc o tym, że ty zawsze będziesz uśmiechnięta, że twoje dziecko nigdy nie będzie płakać i że wszystko będzie zawsze różowe. Życie układa się różnie. Raz jest lepiej, raz gorzej. Tak samo w pracy zawodowej, w sferze uczuć czy właśnie w macierzyństwie. Jedno jest pewne – nudno nie będzie.

Po drugie – ty i dziecko to dwa odrębne organizmy

Jesteście innymi ludźmi. Nawet kiedy jesteś w ciąży i masz poczucie absolutnej jedności, to pamiętaj, że twoje dziecko ma swoją głowę, swoje ręce, nogi, serce, żołądek, płuca…. jest człowiekiem samym w sobie. Oddzielonym od ciebie. Tak wiem – pępowina, macica i tak dalej… To dlatego, że ten maleńki na początku człowiek nie jest w stanie sam żyć. I dlatego rozwija się w łonie matki. Ale przychodzi moment, kiedy pępowina zostaje odcięta. I wtedy już definitywnie jesteście niezależnymi istotami.

Tak, wiem – po porodzie dziecko i tak nie może funkcjonować samo. Potrzebuje opieki dorosłego człowieka. Ale nie zmienia to faktu, że jest odrębną istotą. Ma inne potrzeby niż jego mama,

Po trzecie – nie zaspokoisz potrzeb dziecka jeśli twoje są niezaspokojone

W poprzednim punkcie napisałam, że mama i dziecko mają inne potrzeby. Ale to nie do końca tak jest. Są pewne podstawy, które są wspólne dla wszystkich ludzi na świecie. Bez względu na wiek i płeć. Różnica między noworodkiem a jego mamą jest taka, że noworodek potrzebuje tylko tych podstaw, a jego mama ma bardziej rozbudowane życie. I ma tych potrzeb więcej. Małe dziecko już też ma bardziej rozbudowane potrzeby, ale zupełnie inne niż mama. Ale na sam początek skupmy się na tych podstawach. Dla mnie są to cztery najważniejsze potrzeby:

  • Sen

W społeczeństwie krąży taki mit, że jak się zostaje mamą, to pierwsze dwadzieścia lat chodzi się niewyspaną, a potem się już przyzwyczaja. O śnie mogłabym pisać długo, choćby dlatego że ostatnio czytam dużo na ten temat. Ale skupię się tylko na najważniejszych sprawach.

Wiem, że dzieci są różne – niektóre od razu śpią w nocy, inne potrafią krzyczeć i nie wiadomo skąd czerpią na to siły. Niektóre śpią w dzień po 3-4 godziny, inne po 20 minut, ale usypianie ich trwa zwykle ze trzy razy dłużej.

Dziecko (każde, naprawdę) można nauczyć spokojnego zasypiania. Tak, zasypiania też trzeba się nauczyć! I to jest całkiem realne, żeby odkładać nawet noworodka, czy niemowlaka do łóżeczka i mieć pewność, że sam zaśnie. Tylko, żeby nauczyć tego dziecko, potrzeba cierpliwości. I siły. Bo to żmudny proces. I męczący. I nie działa od razu. Dziecko nie ma przycisku ON/OFF (wiem na pewno – szukałam nie raz)

Ale żeby mieć na to siłę i cierpliwość, sama powinnaś być wyspana. A to oznacza, że w pierwszej kolejności powinnaś zadbać o swój zdrowy sen. Na tyle, na ile się da. Zatem zadbaj o to, by kłaść się spać o przyzwoitej godzinie wieczornej. O której? Nie wiem – zależy od ciebie. Moja pora to max 22:30. Ale ja mam już większe dzieci. Przy noworodkach często była to 20:00 – 21:00. Kładź się o w miarę stałej porze, a swój sen poprzedź rytuałami – tak jak w przypadku dziecka. Wcześniejsza kolacja, kąpiel, relaks… Śpij w wywietrzonym pomieszczeniu. Wyłącz telewizor, komputer, telefon… Odetnij się od świata.

Naucz się wstawać choćby kwadrans przed swoimi dziećmi i przygotuj śniadanie. O tym będę pisać za chwilę nieco szerzej.

“Ale Magda, ja nie mogę wstawać wcześniej, bo mnie w nocy dziecko budzi…”

Mnie też. Co prawda czas, kiedy wstawałam po 3-4 razy w ciągu nocy do noworodka, już minął, ale mimo to często dzieci budzą mnie w nocy. Bo kołderka spadła, bo pić, bo siusiu, bo koszmar, bo “już dzień” (około 4:15)… A mimo to wstaję codziennie o piątej rano. Mam czas na śniadanie i na pracę. Dzięki temu możesz czytać moje teksty. Dzięki temu mam e-booka, który jest u korektorki i wkrótce dostaniesz go ode mnie za darmo. Dzięki temu robię jeszcze wiele innych rzeczy. Ale moje podstawowe potrzeby są zaspokojone, więc nie mam problemu z tym, żeby się rozwijać dalej.

A wracając do mam, które jednak ciągle wstają po kilka razy w nocy, to i tak polecam im wstawanie przed dziećmi, choćby kwadrans – na śniadanie i rozruszanie się. Dzięki temu, kiedy dziecko wstanie, mama już funkcjonuje, ma siłę i energię, żeby zająć się maluchem.

Tej siły po zarwanej nocy na długo nie starczy, a więc jak tylko dziecko pójdzie spać w ciągu dnia, najlepsze co może zrobić mama, to położenie się razem z nim. I drzemka. Nawet jeśli potrwa kwadrans, to będzie zbawienna dla organizmu i samopoczucia mamy. Mama po drzemce będzie miała znów siłę i energię, a nie narastający ból głowy. A że naczynia niepozmywane? Albo kurze nie wytarte? Może okna nie umyte? Trudno! “Kto ma dzieciątko, ten ma świątko” jak mawia moja teściowa i tego się trzymajmy. Najwyżej, jak następnym razem ktoś zaoferuje pomoc, po prostu ją przyjmiesz nie dopatrując się ukrytej krytyki.

Moje dzieci już dawno wyrosły z drzemek w ciągu dnia. Ale kiedy mnie wybudzają w nocy, ja potrzebuję przespać się w dzień. I po prostu to robię. Jeśli nie mam możliwości w ciągu dnia, to czekam aż mąż wróci z pracy i popołudniu kładę się choćby na kwadrans. Bo mam taką potrzebę.

  • Jedzenie

Jeśli karmisz dziecko piersią, to wszyscy wkoło cię pilnują, żebyś się zdrowo odżywiała. Choć zwykle to, co proponuje się mamom karmiącym ze zdrową, zbilansowaną dietą ma niewiele wspólnego (owoców nie jedz, bo szkodzą dziecku, kapusty/kalafiora/brokuła nie jedz, bo zaszkodzi dziecku, ryb nie jedz, bo zawierają ołów, strączkowych nie jedz, bo zaszkodzą dziecku, mleko i w ogóle nabiał są szkodliwe, bo dziecko skazy dostanie… ale za to jedz dużo, bo musisz mieć dużo mleka i czasami możesz wypić lampkę czerwonego wina, żebyś anemii nie dostała). No cóż – ja jadłam wszystko, ale w umiarkowanych ilościach. Alkoholu nie piłam żadnego. Jedno z moich dzieci miało problem z mlekiem, a więc zamieniłam krowi nabiał na kozi. Poza tym żadnych problemów nie miałam. Wiem, że niektóre dzieci mają alergie pokarmowe, ale to wszystko da się ogarnąć, znaleźć alergen i go wyeliminować, ale do tego trzeba podejść zdroworozsądkowo, a nie żywiąc się samymi ziemniakami i suchym chlebem.

Ale po okresie karmienia piersią zaczyna się żywieniowy horror. W wielu domach wygląda to tak: mama rano robi błyskawiczne śniadanie dla dziecka i je karmi. Jak dziecko coś zostawi, to mama to zje i już ma śniadanie zaliczone. A jak dziecko nic nie zostawi to trudno – mama zrobi sobie kawę i wypije zimną koło południa – żołądek się “zamuli” i będzie dobrze.

Potem pora na drugie śniadanie i sytuacja się powtarza.

Wreszcie obiad – zupka, albo kasza/ziemniaki, warzywko, mięsko. Dla mamy nie starczyło? Trudno – batonika zje i będzie OK.

Potem znów deserek – warzywko albo owoc, ugotowany i przetarty. A dla mamy resztki, albo obierki z jabłuszka. Ewentualnie wczorajsza drożdżówka.

Potem… mąż wraca z pracy. A więc porządny, “dorosły” obiad. I wtedy wygłodniała po całym dniu mama zjada solidną porcję, żeby w końcu zaspokoić głód. Kolacja dziecka i sen. A dla mamy czas na kolację, czyli klasyczne wieczorne czyszczenie lodówki. Albo nutella. Wyjadana łyżką, zagryzana chlebem. Albo sama, ale za to cały słoik.

nutella kiedy dzieci spia

Ponieważ nie jestem ekspertem w dziedzinie odżywiania, poprosiłam o wypowiedź psychodietetyczkę Justynę Markowską, która specjalizuje się w pomocy kobietom z problemami żywieniowymi.  Pomaga kobietom skończyć z podjadaniem i uczy asertywności żywieniowej. Oto, co ma do powiedzenia na ten temat:

“Zaniedbanie prawidłowego odżywiania przez mamy i zamiast tego podjadanie co popadnie po dzieciach, moim zdaniem może mieć szereg negatywnych konsekwencji. Największe z nich to po pierwsze: otyłość mamy, bo podjadanie czegoś tu i tam może sprawić, że nie kontrolujesz ilości zjadanych kalorii. Z drugiej strony pogarszają się relacje z mężem i dziećmi, bo gdy jesteśmy głodne (choć możemy sobie tego głodu nie uświadamiać), trudniej nam być wyrozumiałą dla innych, szybciej się złościmy, denerwują nas zachowania innych, stąd częstsze sprzeczki i kłótnie. No i wreszcie, warto zastanowić się, jaki przykład dajemy naszym dzieciom, zwłaszcza córkom. Czy nie wpędzamy je na drogę „wiecznego odchudzania”? Jesz byle co, jesteś niezadowolona ze swojego wyglądu, więc postanawiasz przejść na dietę, którą musi być restrykcyjna, bo oczekujesz szybkich efektów. Ale nie można katować się całe życie, więc po pewnym czasie wracasz do starych przyzwyczajeń. Co wynoszą z tego Twoje dzieci? Że normalnym jest odżywianie, które polega na podjadaniu, a później odchudzaniu. Czy naprawdę tego chcesz?

Justyna poruszyła kilka ważnych kwestii. Ale ja chciałabym skupić się na jednej, moim zdaniem szczególnie ważnej. Kiedy ktoś jest głodny, jest po prostu zły. Nie ma cierpliwości. Empatii też nie. I wtedy bardzo łatwo o konflikty. Swoją złość mama wyładowuje na dziecku (które je powoli, kręci się i wierci przy stole, chce się bawić jedzeniem… a mama chce nakarmić i mieć z głowy), ale też na mężu, czy kimkolwiek innym, kto akurat się pojawi w pobliżu.

A gdyby ta sama mama, karmiła to samo dziecko, ale wcześniej była najedzona, sam proces karmienia byłby o wiele łatwiejszy. Dałaby się wciągnąć w zabawę, pozwoliłaby na spokój i miałaby dużo cierpliwości do nauki samodzielności przez dziecko.

Jeśli dziecko jest w okresie papkowym, to mama całą energię i czas poświęca na gotowanie, miksowanie i odmierzanie porcji. Wiem doskonale, że wtedy spędza się mnóstwo czasu w kuchni. Przerabiałam to trzy razy. Ale w pewnym momencie kupiłam sprzęt, który sam gotował i miksował – ja tylko pilnowałam składników.

Rozwiązań jest wiele, ale trzeba ich poszukać. Jednym z nich jest coś, o czym wspomniałam wcześniej – wstawanie kwadrans przed dzieckiem i zjedzenie solidnego śniadania. Ale to będzie możliwe tylko kiedy nie będziesz się objadać w nocy.

lodowka w nocy

Inne to przygotowywanie posiłków razem z dzieckiem. To naprawdę jest możliwe – bez względu na wiek dziecka!

  • Bliskość i poczucie bezpieczeństwa – dwie różne potrzeby, ale często zaspokajane wspólnie, dlatego piszę o nich razem

Twoje dziecko potrzebuje twojej bliskości. Potrzebuje twoich emocji. Twojego spokoju i siły. Dzięki temu czuje się bezpiecznie. Ale dziecko nie potrzebuje twojej obecności w obrębie 50 cm przez całą dobę. Nawet ono potrzebuje na chwilę od ciebie odpocząć. Dlatego warto byłoby je zostawić sam na sam z tatą. Ale też samo z zabawkami. Oczywiście stosownie do wieku dziecka. W kojcu, albo na podłodze. Możesz też posadzić je w krzesełku do karmienia i pozwolić się obserwować podczas gotowania albo mycia podłogi. Przedszkolaka spokojnie możesz zostawić samego na kilka chwil i pozwolić mu budować z klocków, rysować, oglądać książeczki… To doskonały czas na zajęcie się sobą i zadbanie o swoje potrzeby.

Bo każdy człowiek, nawet jeśli jest mamą małego dziecka, ma potrzeby. I żeby móc spokojnie zaspokajać potrzeby innych, najpierw trzeba zaspokoić swoje.

Każda mama ma potrzebę bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Stabilności. Dlatego bardzo ważne jest dbanie o związek.

Ciągle jeszcze co jakiś czas dociera do mnie informacja, że ktoś wpadł na pomysł, żeby “zatrzymać faceta przy pomocy dziecka”. Bezustannie krąży mit, że “dziecko cementuje związek”. Bzdura, jakich mało.

Pojawienie się dziecka potrafi wywołać niemały kryzys w rodzinie. Często jest tak, że kobieta jest zabiegana, skrajnie wyczerpana, zaniedbana i sfrustrowana. A mężczyzna? Albo nie rozumie dlaczego przestał być jedynym dzieckiem w domu, albo wszystko rozumie, ale mimo szczerych chęci pomocy jest notorycznie odtrącany (bo mama sama wszystko lepiej wie i umie), albo czuje się skrajnie odpowiedzialny i popada w pracoholizm, żeby zapewnić wszystko co możliwe swojej rodzinie… Dwoje tak nastawionych ludzi nie jest w stanie stworzyć szczęśliwego związku. Kluczem do wyjścia z takiej sytuacji jest zadbanie o swoje potrzeby. Kobieta, która jest wyspana i najedzona, a jej potrzeby bliskości i poczucia bezpieczeństwa są zaspokojone, czuje się zadbana. Czuje się ważna. Czuje się na tyle dobrze, że jest w stanie tworzyć związek. Może spokojnie pracować nad relacjami i budować silną, stabilną więź z mężczyzną. Jest zdolna do tego, żeby komunikować swoje potrzeby w sposób jasny i czytelny i nie musi czekać aż facet zacznie czytać w myślach. Po prostu z nim rozmawia.

A mężczyzna, z którym się rozmawia i mówi mu wprost o potrzebach i frustracjach, jest w stanie wiele rzeczy zrozumieć, pomóc i również zadbać o związek. I wtedy, w tej sytuacji faktycznie można mówić o tym, że dziecko scala związek.

Artykuł wyszedł dłuższy niż zakładałam, ale i tak nie poruszyłam w nim wielu ważnych kwestii. I to nie są moje pomysły, tylko od lat znane i stosowane przez wiele kobiet praktyki. Najpierw dbanie o siebie, swoje potrzeby (fizyczne, duchowe), potem rodzina. To podobnie jak w samolocie – kiedy są problemy mama zawsze najpierw zakłada maskę tlenową sobie, potem dziecku.

relaks

Warto dbać o siebie i swoje potrzeby. I to wcale nie jest egoistyczne podejście do świata. To są podstawy, dzięki którym masz siłę i chęci do pracy dla innych. Nie nauczysz dziecka prawidłowego odżywiania, jeśli sama jesteś głodna przez cały dzień, a wieczorem wyjadasz wszystko z lodówki. Nie nauczysz dziecka wiary w Boga, jeśli sama masz kryzys, bo niewystarczająco z tym Bogiem przebywasz. Nie nauczysz dziecka, że ma wielką wartość, jeśli sama nie czujesz się wartościowa i zadbana.

Żeby mieć siłę i cierpliwość na wychowywanie dzieci i jeszcze czerpać z tego radość, wystarczy zadbać o siebie.

Daj sobie sama pozwolenie na to, żeby o siebie zadbać.

Jeśli uważasz, że ten artykuł może komuś pomóc – proszę, udostępnij go.

Miło mi będzie również przeczytać twój komentarz na ten temat.

Follow Magdalena:

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat w komentarzu poniżej.